UA-101272411-1 Skocz do zawartości

Polacynasaksach ....Każdy ma swój Everest.... Blogosfera

O BLOGU Wiele różnych słów można napisać o górach. Można je kochać lub przeklinać.Czasem - być obojętnym , nie odczuwać ich magii. Ale w jakimś sensie - każdy jest człowiekiem jakiejś góry - realnej lub tej w przenośni. Jeśli tylko dąży do osiągnięcia ,,swojego '' szczytu. Więc - każdy ma swój Everest . Ten cytat Norgaya Tenzinga , który wraz z Edmundem Hillarym jako pierwsi zdobyli Mt. Everest dedykuję wszystkim , którzy się wspinają - lub tylko wędrują.
czytaj dalej

Polacynasaksach Co w trawie piszczy Blogosfera

Gęsi - he he he , ludzie określają kogoś , kto jest nie za bardzo rozgarnięty . Ale nie zdaje sobie sprawy , że to bardzo mylne określenie . Wiele porównań np. chytry jak lis , wierny jak pies , pracowity jak mrówka , uparty jak osioł , dumny jak paw , itp . itd . nie jest adekwatny do cech charakteru wymienionych zwierząt. Pewnie niektóre mogłyby obrazić się...
czytaj dalej
Co nowego?
  • Witamy na stronie
  • Polacynasaksach.pl

....Każdy ma swój Everest....

  • wpisów
    11
  • komentarze
    2
  • wyświetleń
    535

O blogu

Wiele różnych  słów można napisać o górach. Można je kochać lub przeklinać.Czasem - być obojętnym , nie odczuwać ich magii. Ale w jakimś sensie - każdy  jest człowiekiem jakiejś góry - realnej lub tej w przenośni. Jeśli tylko dąży do osiągnięcia ,,swojego '' szczytu. Więc - każdy ma swój Everest .                                                                                                             

Ten cytat Norgaya Tenzinga , który wraz z Edmundem Hillarym jako pierwsi zdobyli Mt. Everest dedykuję wszystkim , którzy się wspinają - lub tylko wędrują. 

Wpisy na tym blogu

 

,,Diamonds are a girl's best friends ''

Zatem dziś o diamentach. Nie wiem , czy naprawdę są najlepszymi przyjaciółmi dziewcząt - jak w piosence śpiewanej kiedyś przez Marilyn Monroe . Jej szczęścia nie przyniosły - ale nie da się zaprzeczyć że maja w sobie to ,,coś'' . I nie cena jest tu ważna , choć niekiedy powala....Może to ten chłodny rozbłysk  światła  niczym w  okruchach  lodu , może to , że wspaniale komponują się z innymi kamieniami , podkreślając ich niezwykłe piękno powoduje , że nie sposób przejść obojętnie obok wystawionych w witrynach znanych firm jubilerskich prawdziwych dzieł sztuki. Graf , Van Cleef & Arpels , Tiffany - nazwy znane z filmów tu są na wyciągnięcie ręki.Szczególnie ta ostatnia - Tiffany. Zawsze kojarzy mi się z opowiadaniem T. Capote ,,Śniadanie u Tiffany' ego '' i kultowym filmem z Audrey Hepburn .Grana przez nią bohaterka często przystawała przed witryną podziwiając precjoza na które i tak nie było jej stać.Ale w jakiś sposób to miejsce ją wyciszało. Co ciekawe - widywałam na Bahnhofstrasse panie fotografujące się przy tej witrynie. Może z sentymentu do tej niezwykłej opowieści... Ja co prawda tego nie zrobiłam , ale sfotografowałam kilka pięknych klejnotów. Tak bez chęci posiadania ich - nawet w marzeniach . Po prostu - uznanie dla ich piękna.

mozah

mozah

 

,,Odrobina '' luksusu ...

Jest w Zurichu ulica - bardzo znana i baaardzo droga. To Bahnhofstrasse - tu znajdują się sklepy najbardziej znanych firm na świecie. Salon Prady - a tuż niedaleko Elie Saab czy Lous Vuitton i wiele , wiele innych   przyciagają turystów .Zwykle nazwami znanymi z filmów -  chociaż np suknie Elie Saab zawsze przykuwają  wzrok - po prostu są przepiękne. Jednak ,,creme de la creme '' to coś zupełnie innego - skoro Szwajcaria to oczywiście zegarki. Ale jakie.... Oczu nie można oderwać. A jeszcze warto trochę o nich poczytać. Bo to i tradycja sięgająca stuleci ( Vacheron Constantin np wytwarza zegarki od prawie 260 lat ) , i polski akcent - Antoni Patek założył firme w 1839 a od 1843 wraz z francuskim inżynierem A . Philppe rozwinęli  markę Patek Philippe  uważaną za jedną z najlepszych na świecie ( cena ponad milion zł nie jest niczym szczególnym , choć można kupić i tańsze ) i niepowtarzalne Ulysse Nardin o wyjątkowym designie i równie ciekawych mechanizmach Stworzona przez nich wyjątkowa seria trzech zegarków poświecona Kopernikowi , Galileo Galilei i Johannesowi Keplerowi - Astrolabium , Planetarium i Tellurium - ten ostatni uważam za najpiękniejszy zegarek świata . Rolex przy tych wielkich markach nie robi już wrażenia. Kilka zdjęć udało mi się zrobić - nawet znalazłam zdjęcie Tellurium , ale nie wykonałam go sama. Znalazłam gdzieś na jakiejś  stronce  No i może napiszę następnym razem  o czymś , co M.Monroe uważała za ,,najlepszego przyjaciela kobiety ''      

mozah

mozah

 

Zurich , Zurich.....

Czasem zastanawiam się , po jakim czasie - emigrując za pracą - przekraczamy pewne granice.Od kiedy jesteśmy u siebie - i TU  i TAM. Jak bardzo praca z dala od naszego polskiego życia nas zmienia . Bo zmienia nas na pewno. Mnie zmieniła.  I nie - nawet nie myślę o emigracji na stałe z Polski - choć tu do Szwajcarii  byłoby to do załatwienia. Na to jest już za późno . Ale - chcę korzystać z czasu danego mi  w tym kraju , w tym mieście. Bo Zurich ma w sobie to coś - akceptuje Cię , urzeka spokojem a może raczej stabilizacją . I to mnie - ,, antymieszczucha '' z przekonania. No i gdzieś tam na południu od Zurcher See nadal ośnieżone wierzchołki Glarner Alpen. 

mozah

mozah

 

I znowu do pracy....

Miło minął w domu czas. Ale pora pakować walizkę (właściwie to już spakowana ) . Jutro w drogę  - z powrotem Zurich. Ale to nic - tak to jest.   Zawsze przed wyjazdem wraca do mnie tekst piosenki z filmu ,,Władca pierścieni ''   ' Home is behind the world ahead.
And there are many paths to tread.
Through shadow to the edge of night,
Until the stars are all alight...

Mist and shadow,
Cloud and shade,
All shall fade...
All shall fade...                                           I polskie tłumaczenie     Za nami dom, przed nami świat,
I ścieżki, których nasz zaznaczy ślad,
Przez cień i mrok, po nocy brzask,
Aż gwiazd na niebie zalśni blask

Mgła i zmierzch, 
Chmurny dzień,
Rozwieją się... 
Rozwieją się...                             9 

mozah

mozah

 

W góry , w góry .....na wesoło ale z refleksyjnym podtekstem .

W studenckich czasach wakacje zwykle spędzałam w górach . Czy to Tatry , Gorce czy Beskidy radość była ta sama. Radość z wędrowania , z pokonywania własnych słabości , z kontaktu z przyrodą. Boże - jacy my byliśmy pełni entuzjazmu ! Że będzie lepiej , inaczej , że świat się przed nami otworzy....Że na naszej drodze spotkamy fajnych ludzi ... Pamiętam ogniska i piosenki rajdowe - niektóre ,,niepokorne '' , niektóre z podtekstem . Jedna mi się jakoś ostatnio  przypomniała . Aktualna dziś tak samo jak przed wielu laty . Może nawet bardziej . To piosenka A . Waligórskiego pt ,,W góry , w góry ...''   W góry, w góry miły bracie ,tam swoboda czeka na cię ! Pisał kiedyś Pol Wincenty , miast spokojnie czekać renty 
Przez to hasło pana Pola ,jakże ciężka nasza dola
Kto żyw w mieście, w polu, w lesie ,uporczywie w górę pnie się .   O jednego tam widzicie , właśnie wylazł, siadł na szczycie. Spojrzał dumny niesłychanie i zapytał ,,No co , dranie ?'' Po czym dalejże ze szczytu ,zrzucać stosy akt, monitów
Tu uchwała, a tam bilans -bo co ni ma jak se wylazł .   Lecz jak szczur na wieżę w Pizie już następny za nim lizie
Nagle wszystko poszło gazem ,buchnął krzyk: "Hej! Chłopy, razem!"
I już tam gdzie tkwił ten piernik ,całkiem nowy wlazł "taternik" ,
Ale hola, nie na długo ,już tam w dole słychać lu-go   I tak przez te głupie rymy , w górę, w górę się tłoczymy
Zamiast popracować w dole , zrobić krzesło, zorać pole
Nie, nie dla nas stąd korzyści , każdy będzie w chmurach błądził
Boźwa ku...a  ,,alpiniści ''!
Ale nas ten Pol urządził!    Obyśmy spotykali w życiu alpinistów , nie ,,alpinistów'' ....Ostatnio jakoś więcej tych drugich.  

mozah

mozah

 

Historia pewnego kamienia.

Ta historia zaczęła się kilka lat temu , gdy pierwszy raz byłam na Furkapass . To przełęcz na wysokości 2436 m , na granicy kantonów Uri i Wallis .Wracaliśmy z Eggishorn , byłam pełna wrażeń , gdyż tego dnia pierwszy raz zobaczyłam prawdziwy lodowiec - i to od razu ten najdłuższy w Europie.Może dlatego Furkapass - choć niezwykła - jakoś mnie za serce nie chwyciła. Minęły dwa lata i znów tam trafiłam . I znów przywiódł mnie tam lodowiec - tym razem Rhonegletscher , z którego wypływa rzeka Rodan. Teraz jednak było więcej czasu - i tak Rhonegletscher a właściwie leżące powyżej zbocza Klein Furkahorn stały się celem naszej wędrówki.W pewnym momencie zauważyłam , że wśród skał nie jesteśmy sami.Kilkanaście metrów dalej siedział u stóp wielkiego głazu  brodaty człowiek i coś wykuwał  , jakby  czegoś szukał . Pierwsze wrażenie - niedowierzanie i jakieś wspomnienie atmosfery z baśni braci Grimm - gnom ? krasnolud ?  Zapytałam Rene , co on tu robi . To był poszukiwacz kryształów górskich. Właśnie na Furkapass można je czasem znaleźć. Dotarliśmy do celu - kiedyś jeszcze opiszę to miejsce i czas tam spędzony .Wracając ta samą ścieżką , zauważyłam jakiś błysk w słońcu. Pod moimi stopami leżał kamień. Wyglądał jak okruch lodu  , jak część moich ukochanych lodowców.Oczywiście zabrałam go i przywiozłam do Polski. A ostatnio znalazłam artystę jubilera , który mi go oprawił tak , by wyeksponować jego naturalny kształt i surowe piękno. I teraz noszę go cały czas . W końcu to jakby Alpy dały mi część siebie w darze....

mozah

mozah

 

Alptal - dwa oblicza gór

W ostatnim  tydzień mojego kontraktu  w Szwajcarii. Wraz ze znajomą pojechałyśmy do Alptal. To urokliwa dolina w Schwyz , u podnóża Grosser i Kleiner Mythen  - raj  dla narciarzy . My jednak postanowiłyśmy trochę powędrować - mimo śniegu. Niezbyt wysokie ( poniżej 1900 m ) szczyty w kształcie skalnych  piramid o niemal pionowych ścianach budzą szacunek.To nie jest łatwa wędrówka , choć na szczyt Grosser Mythen wiedzie zakosami niezwykle stroma ścieżka , tuż nad przepascią. Miałam wrażenie , że na szlaku , na dole widziałam sylwetkę człowieka. ale my  tam nie poszłyśmy . Obie zbyt często bywamy w górach i wiemy , na co się można  porywać. Ale trudno było oderwać oczy od brązowawych urwisk , pokrytych śniegiem skalnych półek , stromego  szlaku - a wszystko to na tle błękitnego nieba. Oczywiście - nie brakło też zdjęć. Jedno z nich okazało się wyjątkowo ważne. Powędrowałyśmy dalej , do leżącego 150 m wyżej schroniska . A stamtąd - widok na Glarner Oberland - daleko na horyzoncie.    Zbliżał się foen , pogoda zmieniała z każdą chwilą , a przez mur Alp spływały chmury, zasłaniając kolejne szczyty. Wróciłyśmy do stacji kolejki i restauracji w pobliżu. Delektując się dobrym winem na tarasie , z widokiem Alp przed oczami obie stwierdziłyśmy , ze w tej chwili nic nam więcej do szcześcia nie potrzeba. Nagle usłyszałyśmy wzmagający się hałas. Wylądowal policyjny helikopter. Szukali turysty , który samotnie wyruszyl w masyw Mythenów. Po powrocie do Zurichu , kilka dni później pokazywałam koleżance zdjęcia z tej wycieczki. Na jednym z fragmentów ścieżki na Mythen zauważyłam cień - inny niż rzucaja skały . Czy to był ten zaginiony turysta ? Nie wiem...

mozah

mozah

 

Home sweet home

Od miesiąca jestem w domu. Laptop prawie naprawiony - prawie , gdyż jeszcze Skype do poprawy. A w domu ..... remonty. Ale będzie tak , jak chcę. W kolorach szarym i lodowego błękitu.I szkło - przezroczyste , tak jak lubię. Jak lód i jak kryształ górski . Niektórzy mówią - chłodne kolory , może mało przytulnie. A ja widzę a bardziej czuję przestrzenie . Trochę zdjęć zrobionych w Alpach. Niedoskonałych - ale moich. No i wreszcie znalazłam kogoś , kto oprawi mi znaleziony na przełęczy Furkapass kryształ górski . I w ten sposób kawałek Alp zawsze będzie przy mnie - na szyi. A ostatnie dni przed wyjazdem z Zurichu to wyprawa do Alptal.I pewne zdarzenie - nie wiem jak się skończyło. Ale o tym jutro lub pojutrze. A teraz- chwilo , trwaj......

mozah

mozah

 

I listopad potrafi być piękny

Jak niewiele czasem trzeba , by poczuć się beztrosko , by wrócić do atmosfery dziecinnych lat , by zachwycić się kolorami jesieni i to w bardzo nietypowym miejscu. A tym miejscem była znana w Szwajcarii a położona nad jeziorem Pfaffikersee ,, dyniowa farma'' .  Wysoko ponad taflą jeziora , okolona sadami  oferuje wszystko co mozna tylko użyskać z dyni. A zaczyna się od ekspozycji gatunków dyni z całego świata. Nie sposób opisać ich kształtów , kolory wręcz urzekają a jeszcze jako atrakcje dla dzieci umieszczono kilkumetrowe figury ptaków i zwierząt wykonane z tysięcy małych różnokolorowych dyń umocowanych na stelażach. Oczywiście jest też coś dla ciała - potrawy z dyni a i sznaps jakiś widziałam - choć nie zaryzykowałam degustacji.  A na horyzoncie ...... mur Alp .Od Berneńskich poprzez Walijskie aż do Glarneńskich ! Ledwo widoczny ale możliwy do rozpoznsania Schreckhorn i nawet Clariden -nie najwyższy ale jakoś szczególnie mi bliski. Już białe .Idzie zima.....

mozah

mozah

 

Wspomnienie lata

Dziś w Zurichu prawdziwie jesienny dzień . Szare chmury spływają ze wzgórz i odbijając się w jeziorze nadają mu swoją barwę. Zieleń lasów ustępuje wszelkim odcieniom żółci , ale jeszcze nie wybarwiły się na czerwono buki.Jeszcze mogę  się cieszyć złotą jesienią. I wracać do letnich wspomnień. Do zielonej Linthal , do letnich kwiatów wysoko na przełeczach  , do alpejskich łąk.

mozah

mozah

 

Kilka refleksji na początek....

Góry zawsze mnie pociągały.Pamiętam każda moją wędrówkę z plecakiem - każda jest dla mnie tak samo cenna. Czy to trasa na Radocynę w październikowy zmierzch , gdy mgły spływają w dolinę , czy Orla Perć i Tatry pod stopami , czy wędrówki w Alpach - z lodowcem u stóp a ośnieżonymi szczytami ponad głową - to wszystko tak samo mocno  do mnie  przemawia . Bo góry , niezależnie od wysokości , to samo w człowieku wyzwalają - te same myśli , refleksje.Pozwalają poznać siebie - ale też innych. I co najwazniejsze - po osiągnięciu celu ukazują kolejny szczyt. 

mozah

mozah

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przeglądając, użytkując naszą stronę zgadzasz się na nasze warunki