Skocz do zawartości
Co nowego?
  • Bieżące informacje portalowe
  • Witamy na stronie Polacynasaksach.pl. Uruchomiliśmy dział z artykulami , stopniowo będą podpinane kolejne aplikacje.Zapraszamy

....Każdy ma swój Everest....

  • wpisów
    7
  • komentarze
    2
  • wyświetleń
    251

O blogu

Wiele różnych  słów można napisać o górach. Można je kochać lub przeklinać.Czasem - być obojętnym , nie odczuwać ich magii. Ale w jakimś sensie - każdy  jest człowiekiem jakiejś góry - realnej lub tej w przenośni. Jeśli tylko dąży do osiągnięcia ,,swojego '' szczytu. Więc - każdy ma swój Everest .                                                                                                             

Ten cytat Norgaya Tenzinga , który wraz z Edmundem Hillarym jako pierwsi zdobyli Mt. Everest dedykuję wszystkim , którzy się wspinają - lub tylko wędrują. 

Wpisy na tym blogu

mozah

W studenckich czasach wakacje zwykle spędzałam w górach . Czy to Tatry , Gorce czy Beskidy radość była ta sama. Radość z wędrowania , z pokonywania własnych słabości , z kontaktu z przyrodą. Boże - jacy my byliśmy pełni entuzjazmu ! Że będzie lepiej , inaczej , że świat się przed nami otworzy....Że na naszej drodze spotkamy fajnych ludzi ... Pamiętam ogniska i piosenki rajdowe - niektóre ,,niepokorne '' , niektóre z podtekstem . Jedna mi się jakoś ostatnio  przypomniała . Aktualna dziś tak samo jak przed wielu laty . Może nawet bardziej .

To piosenka A . Waligórskiego pt ,,W góry , w góry ...''

 

W góry, w góry miły bracie ,tam swoboda czeka na cię !

Pisał kiedyś Pol Wincenty , miast spokojnie czekać renty 
Przez to hasło pana Pola ,jakże ciężka nasza dola
Kto żyw w mieście, w polu, w lesie ,uporczywie w górę pnie się .

 

O jednego tam widzicie , właśnie wylazł, siadł na szczycie.

Spojrzał dumny niesłychanie i zapytał ,,No co , dranie ?''

Po czym dalejże ze szczytu ,zrzucać stosy akt, monitów
Tu uchwała, a tam bilans -bo co ni ma jak se wylazł .

 

Lecz jak szczur na wieżę w Pizie już następny za nim lizie
Nagle wszystko poszło gazem ,buchnął krzyk: "Hej! Chłopy, razem!"
I już tam gdzie tkwił ten piernik ,całkiem nowy wlazł "taternik" ,
Ale hola, nie na długo ,już tam w dole słychać lu-go

 

I tak przez te głupie rymy , w górę, w górę się tłoczymy
Zamiast popracować w dole , zrobić krzesło, zorać pole
Nie, nie dla nas stąd korzyści , każdy będzie w chmurach błądził
Boźwa ku...a  ,,alpiniści ''!
Ale nas ten Pol urządził! 

 

Obyśmy spotykali w życiu alpinistów , nie ,,alpinistów'' ....Ostatnio jakoś więcej tych drugich.

 

mozah

Historia pewnego kamienia.

Ta historia zaczęła się kilka lat temu , gdy pierwszy raz byłam na Furkapass . To przełęcz na wysokości 2436 m , na granicy kantonów Uri i Wallis .Wracaliśmy z Eggishorn , byłam pełna wrażeń , gdyż tego dnia pierwszy raz zobaczyłam prawdziwy lodowiec - i to od razu ten najdłuższy w Europie.Może dlatego Furkapass - choć niezwykła - jakoś mnie za serce nie chwyciła. Minęły dwa lata i znów tam trafiłam . I znów przywiódł mnie tam lodowiec - tym razem Rhonegletscher , z którego wypływa rzeka Rodan. Teraz jednak było więcej czasu - i tak Rhonegletscher a właściwie leżące powyżej zbocza Klein Furkahorn stały się celem naszej wędrówki.W pewnym momencie zauważyłam , że wśród skał nie jesteśmy sami.Kilkanaście metrów dalej siedział u stóp wielkiego głazu  brodaty człowiek i coś wykuwał  , jakby  czegoś szukał . Pierwsze wrażenie - niedowierzanie i jakieś wspomnienie atmosfery z baśni braci Grimm - gnom ? krasnolud ?  Zapytałam Rene , co on tu robi . To był poszukiwacz kryształów górskich. Właśnie na Furkapass można je czasem znaleźć. Dotarliśmy do celu - kiedyś jeszcze opiszę to miejsce i czas tam spędzony .Wracając ta samą ścieżką , zauważyłam jakiś błysk w słońcu. Pod moimi stopami leżał kamień. Wyglądał jak okruch lodu  , jak część moich ukochanych lodowców.Oczywiście zabrałam go i przywiozłam do Polski. A ostatnio znalazłam artystę jubilera , który mi go oprawił tak , by wyeksponować jego naturalny kształt i surowe piękno. I teraz noszę go cały czas . W końcu to jakby Alpy dały mi część siebie w darze....

DSCN0931.JPG

DSCN0961.JPG

DSCN1003-m.jpg

DSCN1179.JPG

DSCN1175.JPG

mozah

Alptal - dwa oblicza gór

W ostatnim  tydzień mojego kontraktu  w Szwajcarii. Wraz ze znajomą pojechałyśmy do Alptal. To urokliwa dolina w Schwyz , u podnóża Grosser i Kleiner Mythen  - raj  dla narciarzy . My jednak postanowiłyśmy trochę powędrować - mimo śniegu. Niezbyt wysokie ( poniżej 1900 m ) szczyty w kształcie skalnych  piramid o niemal pionowych ścianach budzą szacunek.To nie jest łatwa wędrówka , choć na szczyt Grosser Mythen wiedzie zakosami niezwykle stroma ścieżka , tuż nad przepascią. Miałam wrażenie , że na szlaku , na dole widziałam sylwetkę człowieka. ale my  tam nie poszłyśmy . Obie zbyt często bywamy w górach i wiemy , na co się można  porywać. Ale trudno było oderwać oczy od brązowawych urwisk , pokrytych śniegiem skalnych półek , stromego  szlaku - a wszystko to na tle błękitnego nieba. Oczywiście - nie brakło też zdjęć. Jedno z nich okazało się wyjątkowo ważne. Powędrowałyśmy dalej , do leżącego 150 m wyżej schroniska . A stamtąd - widok na Glarner Oberland - daleko na horyzoncie.    Zbliżał się foen , pogoda zmieniała z każdą chwilą , a przez mur Alp spływały chmury, zasłaniając kolejne szczyty. Wróciłyśmy do stacji kolejki i restauracji w pobliżu. Delektując się dobrym winem na tarasie , z widokiem Alp przed oczami obie stwierdziłyśmy , ze w tej chwili nic nam więcej do szcześcia nie potrzeba. Nagle usłyszałyśmy wzmagający się hałas. Wylądowal policyjny helikopter. Szukali turysty , który samotnie wyruszyl w masyw Mythenów. Po powrocie do Zurichu , kilka dni później pokazywałam koleżance zdjęcia z tej wycieczki. Na jednym z fragmentów ścieżki na Mythen zauważyłam cień - inny niż rzucaja skały . Czy to był ten zaginiony turysta ? Nie wiem...

DSCN1134.JPG

DSCN1137.JPG

DSCN1141.JPG

mozah

Home sweet home

Od miesiąca jestem w domu. Laptop prawie naprawiony - prawie , gdyż jeszcze Skype do poprawy. A w domu ..... remonty. Ale będzie tak , jak chcę. W kolorach szarym i lodowego błękitu.I szkło - przezroczyste , tak jak lubię. Jak lód i jak kryształ górski . Niektórzy mówią - chłodne kolory , może mało przytulnie. A ja widzę a bardziej czuję przestrzenie . Trochę zdjęć zrobionych w Alpach. Niedoskonałych - ale moich. No i wreszcie znalazłam kogoś , kto oprawi mi znaleziony na przełęczy Furkapass kryształ górski . I w ten sposób kawałek Alp zawsze będzie przy mnie - na szyi.

A ostatnie dni przed wyjazdem z Zurichu to wyprawa do Alptal.I pewne zdarzenie - nie wiem jak się skończyło. Ale o tym jutro lub pojutrze. A teraz- chwilo , trwaj......

mozah

I listopad potrafi być piękny

Jak niewiele czasem trzeba , by poczuć się beztrosko , by wrócić do atmosfery dziecinnych lat , by zachwycić się kolorami jesieni i to w bardzo nietypowym miejscu. A tym miejscem była znana w Szwajcarii a położona nad jeziorem Pfaffikersee ,, dyniowa farma'' . 

Wysoko ponad taflą jeziora , okolona sadami  oferuje wszystko co mozna tylko użyskać z dyni. A zaczyna się od ekspozycji gatunków dyni z całego świata. Nie sposób opisać ich kształtów , kolory wręcz urzekają a jeszcze jako atrakcje dla dzieci umieszczono kilkumetrowe figury ptaków i zwierząt wykonane z tysięcy małych różnokolorowych dyń umocowanych na stelażach. Oczywiście jest też coś dla ciała - potrawy z dyni a i sznaps jakiś widziałam - choć nie zaryzykowałam degustacji. 

A na horyzoncie ...... mur Alp .Od Berneńskich poprzez Walijskie aż do Glarneńskich ! Ledwo widoczny ale możliwy do rozpoznsania Schreckhorn i nawet Clariden -nie najwyższy ale jakoś szczególnie mi bliski. Już białe .Idzie zima.....

mozah

Wspomnienie lata

Dziś w Zurichu prawdziwie jesienny dzień . Szare chmury spływają ze wzgórz i odbijając się w jeziorze nadają mu swoją barwę. Zieleń lasów ustępuje wszelkim odcieniom żółci , ale jeszcze nie wybarwiły się na czerwono buki.Jeszcze mogę  się cieszyć złotą jesienią. I wracać do letnich wspomnień. Do zielonej Linthal , do letnich kwiatów wysoko na przełeczach  , do alpejskich łąk.

DSCN0830.JPG

DSCN0688.JPG

DSCN0835.JPG

mozah

Kilka refleksji na początek....

Góry zawsze mnie pociągały.Pamiętam każda moją wędrówkę z plecakiem - każda jest dla mnie tak samo cenna. Czy to trasa na Radocynę w październikowy zmierzch , gdy mgły spływają w dolinę , czy Orla Perć i Tatry pod stopami , czy wędrówki w Alpach - z lodowcem u stóp a ośnieżonymi szczytami ponad głową - to wszystko tak samo mocno  do mnie  przemawia . Bo góry , niezależnie od wysokości , to samo w człowieku wyzwalają - te same myśli , refleksje.Pozwalają poznać siebie - ale też innych. I co najwazniejsze - po osiągnięciu celu ukazują kolejny szczyt. 

DSCN0966.JPG

×
UA-101272411-1

Powiadomienie o plikach cookie

Przeglądając, użytkując naszą stronę zgadzasz się na nasze warunki