Skocz do zawartości
  • Podpięty
    Biedronka
    Biedronka

    Zanim powstał polski sklep. Pierwsi Polacy w Wielkiej Brytanii

    Dziś, kiedy mówi się o Polakach w Wielkiej Brytanii, odruchowo pojawiają się obrazy znane z ostatnich dekad: praca, emigracja po 2004 roku, polskie sklepy, paczki z kraju, busy, wynajęte pokoje, szkoły sobotnie i odwieczne pytanie, czy wracać, czy jeszcze trochę zostać.

    Tyle że ta historia zaczęła się dużo wcześniej.

    Zanim na brytyjskich ulicach pojawiły się szyldy z napisem „Polish Shop”, zanim ktoś sprzedawał kiszone ogórki w słoiku i pierogi w zamrażarce, byli tam już Polacy. Nie jako masowa emigracja zarobkowa, nie jako społeczność liczona w setkach tysięcy, ale jako pojedynczy ludzie, uchodźcy, reformatorzy, żołnierze, powstańcy, księża, polityczni marzyciele i biedacy z wielką historią na plecach.

    Bo emigracja rzadko zaczyna się od wygody. Najczęściej zaczyna się od konieczności.

    Najpierw byli nieliczni

    W przypadku Wielkiej Brytanii trzeba od razu zrobić porządek z pojęciem „pierwsi Polacy”. Nie było jednego dnia, w którym u wybrzeży Anglii stanął statek pełen naszych rodaków, a na pokładzie ktoś krzyknął: „No to zakładamy Polonię”. Historia nie pracuje tak uprzejmie.

    Najpierw były kontakty dyplomatyczne, handlowe i religijne. Pojedyncze osoby, często z elit, pojawiały się w Anglii w sprawach nauki, polityki, Kościoła albo idei. Dopiero później można mówić o bardziej rozpoznawalnych grupach emigrantów.

    Jedną z najważniejszych postaci tego najwcześniejszego okresu był Jan Łaski, znany w Anglii jako John à Lasco. Polski reformator, humanista, człowiek z kręgu europejskiej reformacji. W połowie XVI wieku działał w Londynie jako superintendent tak zwanego Kościoła cudzoziemców, czyli wspólnoty protestanckich uchodźców, głównie z Niderlandów i Francji. Źródła akademickie wskazują go jako jedną z kluczowych 

    postaci londyńskich „stranger churches” w czasach Edwarda VI.

    To jeszcze nie była emigracja w dzisiejszym sensie. Jan Łaski nie przyjechał do Anglii szukać pokoju na wynajem, pracy przy taśmie i lepszego pakietu socjalnego. Przyjechał jako człowiek idei, religii i polityki. Ale jego obecność pokazuje coś ważnego: polski ślad w Anglii jest znacznie starszy, niż wielu osobom się wydaje.

    Religia, wygnanie i Europa w ruchu

    XVI wiek był czasem, w którym Europa gotowała się od sporów religijnych. Reformacja, kontrreformacja, prześladowania, ucieczki, nowe wspólnoty, stare porządki, królowie zmieniający wyznania jak dzisiejsi influencerzy zmieniają „autentyczne wartości” pod algorytm.

    W Londynie osiedlali się protestanccy uchodźcy z kontynentu. Wśród nich Polacy byli nieliczni, ale obecni. Byli częścią szerszego europejskiego ruchu ludzi uciekających przed naciskiem politycznym i religijnym. To ważne, bo pokazuje, że migracja do Wielkiej Brytanii nie zaczęła się od biedy ekonomicznej, ale od konfliktów, które rozrywały Europę na kawałki.

    Polacy pojawiali się tam więc najpierw jako jednostki z wielkiej europejskiej układanki. Nie tworzyli jeszcze zwartej społeczności. Nie mieli własnej dzielnicy, własnych instytucji, własnych gazet. Byli raczej osobami „pomiędzy”: między krajem pochodzenia a krajem schronienia, między dawną wiarą a nową, między polityką a przetrwaniem.

    Czyli, krótko mówiąc, klasyka emigracyjna. Tylko bez Ryanaira.

    Prawdziwy przełom: powstanie listopadowe

    Znacznie wyraźniejsza polska obecność w Wielkiej Brytanii zaczęła się po klęsce powstania listopadowego 1830–1831. Po upadku powstania tysiące Polaków znalazły się na emigracji. Największym centrum Wielkiej Emigracji była Francja, ale część uchodźców trafiła również do Wielkiej Brytanii.

    I tu zaczyna się historia bardziej konkretna: z nazwiskami, adresami, organizacjami, pomocą społeczną, biedą, politycznymi sporami i brytyjską sympatią dla „dzielnych Polaków”.

    Według badań opublikowanych w „Social History of Medicine”, w czerwcu 1834 roku w Wielkiej Brytanii przebywało ponad 200 polskich oficerów-uchodźców, a podobna liczba żołnierzy niższych rangą znalazła schronienie w Portsmouth. Pod koniec lat 30. XIX wieku polska społeczność w Wielkiej Brytanii liczyła około 600 osób.

    Sześćset osób. Dziś to może być jedna większa grupa na Facebooku, z trzema awanturami o mieszkania, czterema poradami podatkowymi i jednym panem, który wie wszystko, bo był raz w Birmingham. Ale w XIX wieku była to już widoczna społeczność politycznych uchodźców.

    Portsmouth: pierwsza polska wspólnota

    Szczególnie mocny ślad zostawili polscy żołnierze, którzy trafili do Portsmouth w 1834 roku. Byli to uczestnicy powstania listopadowego, którzy po walkach i pobycie w pruskiej niewoli znaleźli się w brytyjskim porcie. Ich los upamiętnia pomnik na Kingston Cemetery w Portsmouth.

    Imperial War Museums opisuje pomnik poświęcony 212 polskim żołnierzom, którzy przybyli do Portsmouth w lutym 1834 roku po udziale w powstaniu listopadowym przeciwko carskiej Rosji. Inskrypcja podkreśla, że większość z nich spoczęła właśnie tam, we wspólnym grobie.

    To bardzo mocny obraz: ludzie, którzy walczyli o niepodległość kraju, którego na mapie nie było, kończą życie daleko od domu, w brytyjskim porcie.

    Nie wrócili do wolnej Polski. Wielu z nich nie doczekało nawet świata, w którym taka Polska mogłaby znów istnieć.

    I właśnie tutaj można mówić o jednym z pierwszych realnych punktów polskiej obecności w Wielkiej Brytanii. Nie o romantycznym epizodzie, nie o ciekawostce, ale o losie ludzi, których polityka przestawiła jak pionki. Tylko że pionki zwykle nie mają ran, pamięci i grobów.

    Brytyjczycy i „sprawa polska”

    Polscy uchodźcy po powstaniu listopadowym przyciągali uwagę brytyjskiej opinii publicznej. W 1832 roku powstało Literary Association of the Friends of Poland, czyli organizacja wspierająca polskich powstańców i uchodźców. Jej początki łączy się z poetą Thomasem Campbellem i brytyjskimi środowiskami sympatyzującymi z polską sprawą.

    To jest piękny, ale też trochę gorzki fragment historii. Polacy byli w Wielkiej Brytanii widziani jako naród waleczny, skrzywdzony, szlachetny, romantyczny. Idealny do przemówień, zbiórek i politycznych deklaracji. Z praktyczną pomocą bywało różnie, jak to zwykle bywa, gdy wzniosłe uczucia spotykają się z rachunkiem za czynsz.

    Ale ta sympatia miała znaczenie. Brytyjskie organizacje pomagały uchodźcom, wspierały ich finansowo i utrzymywały temat Polski w debacie publicznej. Polacy zakładali też własne stowarzyszenia, spierali się między sobą, wydawali odezwy i próbowali organizować życie na emigracji.

    Czyli od początku było bardzo polsko: wspólna trauma, wielka idea i kilka frakcji, które nie mogły się dogadać.

    Londyn: bieda, kaplica i pierwsze instytucje

    Wielu polskich uchodźców żyło w Wielkiej Brytanii skromnie, a czasem wręcz w biedzie. Polscy księża i działacze próbowali organizować dla nich opiekę religijną i społeczną.

    Według informacji Catholic Bishops’ Conference of England and Wales początki duszpasterstwa polskich imigrantów w Anglii sięgają 1832 roku i były odpowiedzią na przybycie uchodźców po powstaniu listopadowym. Pierwsze próby regularnej opieki duszpasterskiej podejmował w 1853 roku ks. Emeryk Podolski w londyńskim Soho, w kaplicy przy Sutton Street.

    W 1867 roku polscy emigranci, przy wsparciu arcybiskupa Westminsteru, nabyli lokal przy 110 Gower Street. Mieściła się tam polska kaplica, biblioteka i sale spotkań. Diecezja Westminsteru opisuje to miejsce jako pierwszy polski ośrodek w Wielkiej Brytanii, działający przez kolejną dekadę.

    To ważny moment. Bo społeczność emigracyjna zaczyna istnieć naprawdę wtedy, gdy ma swoje miejsca. Nie tylko ludzi rozproszonych po mieście, ale adres. Kaplicę. Bibliotekę. Salę spotkań. Punkt, do którego można przyjść i przez chwilę nie być samotnym człowiekiem z obcym akcentem.

    Polska emigracja w Londynie nie zaczęła się więc od sklepu, ale od kaplicy, biblioteki i pokoju, w którym można było spotkać innych takich samych wykolejeńców historii.

    Pod koniec XIX wieku przychodzą kolejni

    W drugiej połowie XIX wieku i pod koniec stulecia polska obecność w Wielkiej Brytanii zaczęła się zmieniać. Obok dawnych emigrantów politycznych pojawiali się kolejni przybysze: ludzie szukający pracy, bezpieczeństwa, lepszego życia, często pochodzący z ziem znajdujących się pod zaborami.

    W Londynie rosła liczba Polaków. Diecezja Westminsteru podaje, że około 1890 roku w stolicy było około 1000 Polaków, wielu z nich mieszkało w Whitechapel. W 1894 roku formalnie utworzono Polską Misję Katolicką przy Mile End Road.

    To już jest inny obraz emigracji. Mniej romantyczny, bardziej codzienny. Mniej o powstaniach, więcej o przetrwaniu. Mniej o wielkiej polityce, więcej o chlebie, pracy, czynszu i wspólnocie.

    A jednak jedno łączy te wszystkie fale: Polacy przyjeżdżali do Wielkiej Brytanii najczęściej dlatego, że historia w kraju robiła się ciasna.

    Zanim przyszła wielka fala

    W XX wieku polska obecność w Wielkiej Brytanii urośnie ogromnie, szczególnie po II wojnie światowej. Przyjadą żołnierze, lotnicy, marynarze, uchodźcy, ludzie, którzy nie będą mogli wrócić do Polski rządzonej przez komunistów. Potem przyjdą kolejne fale, aż w końcu po 2004 roku Polacy staną się jedną z największych grup migrantów w Wielkiej Brytanii.

    Ale zanim to wszystko się wydarzyło, byli już ci pierwsi.

    Jan Łaski w XVI-wiecznym Londynie.

    Powstańcy listopadowi w Portsmouth.

    Polscy uchodźcy polityczni w Londynie.

    Księża organizujący opiekę dla ubogich emigrantów.

    Kaplica, biblioteka i sale spotkań przy Gower Street.

    Ludzie bez własnego państwa, ale z pamięcią o kraju.

    To nie jest historia o „Polakach na Wyspach” w wersji popularnej. To jest historia o tym, że emigracja ma długie korzenie. I że zanim powstał polski sklep, była już polska tęsknota, polska bieda, polski upór i polski spór o to, co dalej.

    Bo Polak na emigracji od wieków zabierał ze sobą kilka rzeczy: język, pamięć, godność, czasem biedę, czasem wielką ideę, a prawie zawsze przekonanie, że jeszcze kiedyś trzeba będzie wrócić.

    Nawet jeśli życie, jak zwykle, miało własny rozkład jazdy.

     

     





  • Możliwie najświeższe a i częściowo odgrzane newsy

×
×
  • Dodaj nową pozycję...
Polacynasaksach 2025 Facebook Treści i formaty autorskie. Inspiruj się uczciwie: podaj źródło.