Dotarło do nas wołanie użytkowniczki, która, przebywając na terenie Republiki Federalnej Niemiec, podniosła alarm natury żywieniowo-prawnej.
Otóż użytkowniczka oznajmiła, iż nie dojada. Nie jest to jeszcze zjawisko niezwykłe, albowiem niejeden człowiek po tygodniu z niemiecką kuchnią zaczyna tęsknić nawet za stołówką PKP. Problem jednak urósł, gdy zainteresowana odkryła tabelę Sachbezugswerte i uznała ją za dokument niemal konstytucyjny.
Zdaniem użytkowniczki, skoro w tabeli stoi określona kwota na wyżywienie, tyle właśnie powinno zostać jej wręczone w gotówce bądź podane na talerzu, najlepiej z surówką.
Tu należy wprowadzić porządek, zanim ktoś zacznie mierzyć kotlety suwmiarką.
Sachbezugswerte nie są świętym cennikiem obiadu , kolacji a nawet śniadania. Są urzędową wartością rozliczeniową świadczeń w naturze, używaną do celów podatkowych i składkowych. To nie jest menu degustacyjne gwarantowane przez państwo niemieckie.
Innymi słowy: nie każda zupa ma swoją podstawę prawną.
Zalecamy zatem nie zbierać wiedzy od osób nadmiernie podekscytowanych internetem, lecz przed wyjazdem ustalić z firmą delegującą warunki zakwaterowania oraz wyżywienia. Lepiej zapytać przed wyjazdem niż kwiczeć w eter po przyjeździe.
Pozdrawiamy serdecznie i życzymy wszystkim mniej mitów, a więcej konkretu.
Redakcja