Warto sprawdzić przed wizytą: aktualne godziny i dostępność produktów na fanpage’u sklepu
Najlepsze dla: pierogów, twarogu, polskiego nabiału, miodów, wędlin i zakupów „bo mi się zachciało Polski
Są takie dni na emigracji, kiedy człowiek nie potrzebuje filozofii, coachingu ani kolejnego wykładu o wdzięczności. Człowiek potrzebuje twarogu.
Nie serka, nie kremowej masy o konsystencji pogodzonej z losem, nie czegoś, co udaje nabiał z miną urzędnika przy okienku. Twarogu.
I właśnie z taką zachcianką trafiłam w październiku do Kopernik Delikatessen w Zurychu, polskiego sklepu przy Forchstrasse 50 / Signaustrasse 14. Poszłam po twaróg, a wyszłam z twarogiem, trzema rodzajami pierogów i miodem. Klasyczny emigracyjny błąd: człowiek myśli, że idzie po jedną rzecz, a potem w lodówce ląduje pół wspomnienia z Polski.
Sklep nie jest wielki, ale ma to, po co się do takich miejsc chodzi: polskie produkty, których nie da się zastąpić szwajcarskim odpowiednikiem bez poczucia lekkiej zdrady. Na półkach i w lodówkach znalazłam między innymi twarogi, śmietanę, miody, w tym miód gryczany, wędliny, mięso, nabiał, słodycze i garmażerkę.
Największą pokusą były oczywiście pierogi. Ruskie, z mięsem oraz z kapustą i grzybami. Ceny, z tego co widziałam, kręciły się mniej więcej w okolicach 15–20 CHF za kilogram. Tanio nie jest, ale jesteśmy w Zurychu, mieście, w którym nawet kanapka potrafi spojrzeć człowiekowi prosto w oczy i powiedzieć: „sprawdź stan konta”.
Tu jednak nie chodzi o supermarketową masówkę. Pierogi wyglądały na domowe, świeże, uczciwe. I smakowo naprawdę dały radę. Niebo w gębie, szczególnie kiedy człowiek od dawna nie jadł niczego, co nie próbuje być „fit”, „bio”, „protein” albo „light”. Pieróg ma być pierogiem. Ma mieć farsz, ciasto i charakter. Te miały.
Kupiłam wtedy trzy rodzaje pierogów i miód. Do tego twaróg, przez który cała wyprawa w ogóle się zaczęła. Rachunek wyszedł około 70 CHF , więc nie jest to miejsce na codzienne zakupy „przy okazji”. To raczej adres na zachciankę, zapas przed świętami, polski obiad, sentymentalny nalot albo moment, kiedy człowiekowi brakuje smaku, którego nie da się wytłumaczyć cudzoziemcowi bez użycia słów „u nas”.
Na plus zdecydowanie świeżość, wybór i ten specyficzny klimat polskiego sklepu za granicą. Człowiek wchodzi po produkt, a dostaje gratis mały korytarz pamięci: śmietana, twaróg, pierogi, miód gryczany, wędliny. Każda półka mówi: „no, jednak pamiętasz”.
Na minus? Ceny. Nie tragiczne jak na Zurych, ale jednak szwajcarskie. Druga rzecz: informacje w sieci mogłyby być bardziej uporządkowane. Sklep działa głównie przez social media, więc przed wizytą warto sprawdzić aktualne godziny i dostępność produktów na ich fanpage’u. Zwłaszcza jeśli ktoś jedzie po konkretną rzecz, bo emigracyjna zachcianka bywa zbyt poważną sprawą, żeby kończyć ją pustą torbą.
Czy warto?
Tak. Zwłaszcza jeśli mieszkacie w Zurychu albo okolicy i czasem dopada Was ochota na polskie produkty, których nie zastąpi nawet najbardziej zadbany dział nabiałowy w Coopie. Kopernik Delikatessen to nie jest tania wyprawa po podstawowe zakupy. To raczej polski punkt ratunkowy dla tych, którym nagle przypomni się smak pierogów, twarogu albo miodu gryczanego.
A kiedy człowiek trafia do sklepu „po zapachu”, to znaczy, że sprawa jest poważna.
Smak: 9/10
Wybór: 8/10
Ceny: 6/10
Klimat: 8/10
Czy wrócę: tak, szczególnie po pierogi i twaróg
