Pokój Marek dzielił ze Sławkiem, spawaczem spod Radomia, człowiekiem uczciwym, pomocnym i chrapiącym jak niesprawiedliwość społeczna. Sławek miał serce dobre, ręce poparzone od roboty i sen tak głęboki, że gdyby obok niego przeszedł pochód pierwszomajowy z orkiestrą, obróciłby się tylko na drugi bok i mruknął coś o podwyżce. Po pracy Marek zdejmował buty powoli, bo nogi miał już nie swoje, tylko zakładowe. Buty zostawiał pod ścianą, równo, jakby od tej równości zależał porządek świata. Potem zakładał kapcie. Brązowe, miękkie, trochę rozdeptane, kupione w promocji. W tych kapciach wyglądał mniej jak pracownik, a bardziej jak ktoś, kto przez pomyłkę wyszedł z domu i nie zdążył wrócić przez siedem lat.
W kapciach nad przepaścią,
czyli o człowieku, który miał dobrze, bo zarabiał w euro
Nie każda przepaść ma skały i mgłę,
czasem wystarczy
balkon,
obce miasto
i zdjęcie z domu
Na końcu zostaje więc pytanie: co jest ważniejsze? Autorstwo posta czy realna zmiana? Jeśli ktoś rzeczywiście zacznie sprawdzać zlecenia, raportować warunki i mówić opiekunkom prawdę przed wyjazdem, to dobrze. Nawet jeśli pomysł był już gdzieś wcześniej omawiany. Nawet jeśli ktoś go nazwał inaczej. Nawet jeśli komuś będzie przykro, że nie stoi samotnie na cokole jako wynalazca koordynatora z oczami. Ale jeśli z całej sprawy zostanie tylko kolejny marketingowy post, kilka komentarzy o kradzieży, trochę lajków i przekonanie, że „my tu walczymy o opiekunki”, to nic się nie zmieni. Poza tym, że wszyscy przez chwilę poprasują cudze sumienia w maglu i rozejdą się do następnego wątku. A opiekunka, jak jechała w ciemno, tak pojedzie.
Magiel
Cudze formaty,
stare pomysły,
nowe hashtagi
i oburzenie
z krótką pamięcią.
Córka studiowała i mieszkała w akademiku. Była dzielna, a to zawsze brzmi ładnie tylko wtedy, gdy nie zna się ceny tej dzielności. Dzieci powinny mieć prawo do głupich trosk: do nieudanego egzaminu, do płaczu przez chłopaka, do zupy z proszku i pieniędzy liczonych przed końcem miesiąca. Córka Ani miała za to matkę daleko, ojca blisko za bardzo i dom, który przestał być miejscem odpoczynku. Nie skarżyła się. Pytała tylko czasem: – Mamo, ty naprawdę dasz radę? A Ania odpowiadała: – Dam, dziecko.
Ania pojechała spłacać cudze życie
Historia kobiety
która wyjechała
nie po przygodę
lecz po spokój
dla siebie i dla córki
"Nadciągnęli skwapliwie, jakby właśnie na to czekali, choć z pewnością później każdy z nich utrzymywałby, że znalazł się tam przypadkiem. Otoczyli czarnego i poczęli go odpędzać z wielką energią. Był w tym pośpiech, było wzburzenie, było coś, co człowiek nieobeznany z życiem mógłby nawet nazwać odruchem szlachetnym...
Zebranie nad wodą
Była słabość,
był apetyt,
było oburzenie
i tłum
który chciał wyglądać bardzo przyzwoicie