Jeszcze kilka lat temu o Alternative für Deutschland można było mówić jako o partii protestu, szczególnie silnej na wschodzie kraju. Dziś to już zdecydowanie za mało. Po wyborach landowych we wrześniu 2026 roku AfD zajęła pierwsze miejsce w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, a w Berlinie osiągnęła swój najlepszy wynik w historii tamtejszych wyborów. Jednocześnie tradycyjne partie centrum tracą wyborców, a tworzenie większości staje się coraz trudniejsze.
I właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza część tej historii. Nie chodzi już wyłącznie o to, ile procent zdobywa AfD. Ważniejsze jest pytanie: co jej rosnąca siła zmienia, nawet jeśli partia nie obejmuje władzy?
Coraz trudniej udawać, że AfD nie ma
Przez lata niemieckie partie głównego nurtu stosowały wobec AfD zasadę nazywaną Brandmauer – politycznym murem przeciwko współpracy z nią.
Problem polega na tym, że im większa część parlamentu przypada AfD, tym trudniej budować większość bez coraz bardziej skomplikowanych koalicji. Reuters po wrześniowych wyborach zwracał uwagę, że fragmentacja sceny politycznej coraz częściej wymusza sojusze trzech partii.
AfD nie musi więc wejść do rządu, aby wpływać na sposób, w jaki inni tworzą rządy.
A sam mur zaczyna być testowany także na poziomie lokalnym. We wrześniu rada miasta Heidenau w Saksonii zagłosowała przeciw instalowaniu kolejnych Stolpersteine, czyli tabliczek upamiętniających ofiary nazizmu. Za rozwiązaniem głosowali przedstawiciele zarówno AfD, jak i CDU, co natychmiast wywołało kolejną debatę o granicach współpracy między tymi partiami.
Państwo zaczyna zastanawiać się nad własnymi zabezpieczeniami
Wzrost AfD wywołuje również pytania, które jeszcze niedawno brzmiały dość teoretycznie.
Po wynikach ostatnich wyborów niemieckie służby i politycy zaczęli dyskutować, jak chronić poufne informacje, gdyby partie uznawane przez niektóre urzędy ochrony konstytucji za ekstremistyczne przejęły kontrolę nad administracją landową.
W Saksonii-Anhalt tamtejszy urząd ochrony konstytucji klasyfikuje AfD jako organizację prawicowo-ekstremistyczną. Sama partia odrzuca zarzuty dotyczące ekstremizmu i powiązań z Rosją. Reuters informował pod koniec września, że niemieckie służby przygotowują rozwiązania dotyczące dostępu przyszłych władz landowych do szczególnie wrażliwych informacji.
To już nie jest spór prowadzony wyłącznie w telewizyjnym studiu. To pytanie o funkcjonowanie instytucji państwa.
Migracja i świadczenia przesuwają się w centrum debaty
Wpływ AfD widać również tam, gdzie jej postulaty zaczynają wyznaczać tematy, na które muszą odpowiadać pozostałe partie.
Migracja jest tu najbardziej oczywistym przykładem.
AfD domaga się między innymi ostrzejszych kontroli granicznych, ograniczenia świadczeń dla części cudzoziemców oraz znacznie bardziej restrykcyjnej polityki azylowej. W swoim programie opowiada się również przeciwko podwójnemu obywatelstwu jako zasadzie oraz za ograniczaniem dostępu obywateli innych państw UE do niemieckich świadczeń socjalnych.
Nie oznacza to, że postulaty te automatycznie stają się prawem.
Zmieniają jednak punkt ciężkości dyskusji. Inne partie muszą odpowiadać wyborcom również na pytania, które AfD konsekwentnie stawia na pierwszym planie.
To samo dotyczy Europy
AfD postuluje znaczne ograniczenie integracji europejskiej. W programie partii zapisano, że jeżeli proponowana przez nią reforma Unii Europejskiej nie byłaby możliwa, dopuszcza ona wyjście Niemiec z obecnych struktur UE lub ich rozwiązanie i zastąpienie luźniejszą wspólnotą gospodarczą.
Przy rosnącym poparciu dla partii takie postulaty przestają należeć wyłącznie do politycznego marginesu debaty. Muszą się do nich odnosić ugrupowania rządzące, media, organizacje gospodarcze i sami wyborcy.
Największa zmiana może zachodzić jeszcze zanim AfD zacznie rządzić
I być może właśnie to najlepiej opisuje obecną sytuację.
Wpływ partii politycznej nie zaczyna się dopiero w chwili, kiedy jej ministrowie zajmują gabinety.
Może zacząć się wcześniej – kiedy inne partie zmieniają język, koalicje stają się trudniejsze, administracja przygotowuje się na nowe scenariusze, a tematy wcześniej uznawane za politycznie skrajne trafiają do głównego nurtu debaty.
AfD nie musi więc jeszcze otwierać drzwi do każdego niemieckiego urzędu.
Wystarczy, że coraz częściej decyduje o tym, wokół czego toczy się rozmowa po drugiej stronie tych drzwi.