Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Polacynasaksach

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Życie, praca i inne komplikacje

Praca, przepisy, historia, codzienność i sprawy społeczne. Bez dekoracji, za to z uwagą- ponieważ emigracja rzadko mieści się w jednej rubryce, a życie jeszcze rzadziej.
Są takie nazwiska, które brzmią jak drzwi do innego świata. Nie do świata „kupiłam na promocji”, tylko do świata, w którym czas mierzy się nie telefonem, a kunsztem. „Patek Philippe” jest właśnie takim hasłem: dla jednych symbol luksusu, dla innych fanaberii, dla wielu – po prostu coś „dla bogatych”. I w tym wszystkim łatwo przegapić najciekawszy szczegół: że „Patek” to nie tylko marka. To także człowiek. I do tego człowiek urodzony w Polsce.
Zwykle, kiedy mówimy o Polakach w Szwajcarii, rozmowa schodzi na codzienność: praca, język, ceny, kolejki do urzędów, dojazdy. Twarda rzeczywistość. A tu proszę – w historii genewskiej legendy zegarmistrzostwa pojawia się Antoni Norbert de Patek. Nie jako postać z marginesu, nie jako „jakiś tam udziałowiec”, tylko jako współtwórca firmy, która do dziś kojarzy się z absolutną górną półką.
I wcale nie chodzi o to, żeby się napinać dumą narodową jak na akademii szkolnej. Bardziej o coś prostego: o przypomnienie, że polskie ścieżki od dawna prowadziły daleko. Nie zaczęło się to wczoraj, nie zaczęło się od tanich lotów i grup na Facebooku. Polacy wyjeżdżali, szukali miejsca dla siebie, budowali rzeczy – czasem małe, czasem ogromne – dużo wcześniej. I czasem te rzeczy stawały się nazwami, które znają nawet ci, którzy nigdy w życiu nie założyli zegarka.
Jest w tej historii coś, co lubię szczególnie: ona nie jest „cukierkowa”. Nie jest o tym, że ktoś miał łatwo. Genewa XIX wieku nie była programem socjalnym. To był świat relacji, renomy, zaufania, fachu. Jeśli ktoś chciał tam coś zbudować, musiał być wiarygodny, konsekwentny, uparty. I – co tu dużo mówić – musiał umieć poruszać się w środowisku, które nie rozdaje niczego „za ładne oczy”.
A zegarmistrzostwo? To jest dziedzina, w której nie da się udawać. Albo robisz dobrze, albo twoje dzieło nie działa. W czasach, gdy nie można było „zaktualizować aplikacji”, błąd oznaczał kompromitację. Dlatego marki, które przetrwały, przetrwały nie dzięki sloganom, tylko dzięki jakości. I właśnie dlatego ten polski wątek jest taki ciekawy: on mówi, że byliśmy obecni tam, gdzie jakość była twardym warunkiem, a nie dekoracją.
Można też spojrzeć na to bardziej po ludzku. Dla wielu osób po czterdziestce, pięćdziesiątce czy sześćdziesiątce słowo „emigracja” nie jest romantycznym obrazkiem z pocztówki. To bywa wybór z konieczności, bywa ucieczka do pracy, bywa szukanie bezpieczeństwa, bywa zaczynanie od zera. I w takim kontekście historia Patka działa jak porządny, spokojny argument: że życie potrafi się ułożyć inaczej, niż nam się wydaje na starcie. Że „obce miejsce” bywa miejscem, w którym człowiek staje się kimś więcej niż tylko „pracownikiem z zagranicy”.
To nie jest opowieść o tym, że każdy może zostać legendą. Nie. To byłoby nieuczciwe. To jest opowieść o czymś innym: że Polacy są wszędzie – nie dlatego, że „wszędzie nas pełno”, tylko dlatego, że w historii Europy i świata jesteśmy bardziej obecni, niż często sami pamiętamy. I czasem ta obecność ma formę nazwiska, które świeci na tarczy zegarka w Genewie.
Dlatego właśnie chcę robić taką serię. „Polacy są wszędzie” nie jako mem, tylko jako zbiór historii, które mają sens: z pracy, z emigracji, z życia, z codzienności. Jedne będą wielkie jak Patek. Inne będą ciche jak zmiana nocna, powrót do domu i ciepła herbata w dłoni. Ale wszystkie mogą mieć wspólny mianownik: ludzką drogę.
Jeśli masz swoją historię – napisz mi ją, choćby jednym zdaniem. Nie musi być „o milionach”. Wystarczy, że jest prawdziwa i mówi coś o czytelniku.                                                  
 
<Polska emigracja za chlebem do dziś.Historia wyjazdów Polaków za pracą I lepszym życiem                                                                                                                                                                              Polszczyzna w tropikach...czyli język polski w Brazyli jako język urzędowy> 
 
 
Biedronka
Biedronka
W Szwajcarii opieka domowa nie działa na zasadzie „jakoś to będzie”.
Tu etat jest punktem wyjścia, a odpowiedzialność jest jasno podzielona.
Nie oznacza to braku kosztów po stronie pracownika.
Oznacza natomiast klarowne reguły: kto za co odpowiada, co jest obowiązkiem, a co nie.
Ten odcinek pokazuje, jak naprawdę wygląda system opieki domowej w Szwajcarii – bez mitów i uproszczeń.
 
W Szwajcarii opieka domowa nie działa na zasadzie „jakoś to będzie”.
Tu etat jest punktem wyjścia, a odpowiedzialność jest jasno podzielona.
Nie oznacza to braku kosztów po stronie pracownika.
Oznacza natomiast klarowne reguły: kto za co odpowiada, co jest obowiązkiem, a co nie.
Ten odcinek pokazuje, jak naprawdę wygląda system opieki domowej w Szwajcarii – bez mitów i uproszczeń.
 
Forma zatrudnienia – tylko umowa o pracę
Niezależnie od tego, czy:
pracodawcą jest osoba prywatna,
czy pośredniczy agencja,
podstawą jest umowa o pracę.
Nie funkcjonują:
umowy zlecenia,
fikcyjne „usługi opiekuńcze”,
rozmyta odpowiedzialność.
To dla wielu opiekunek moment „aha”:
tu nie negocjuje się podstaw – one są dane z góry
Rola Spitexu – czego opiekunka robić nie może
Kluczową rolę odgrywa Spitex:
czyli wykwalifikowany personel medyczny.
Opiekunka:
nie wykonuje czynności medycznych,
nie podaje leków „bo trzeba”,
nie przejmuje odpowiedzialności, do której nie jest przeszkolona.
To chroni:
pacjenta,
opiekunkę,
i cały system            
Rekrutacja – tu zaczynają się schody
Szwajcarski system stawia wyraźne wymagania:
CV w języku niemieckim, francuskim lub angielskim,
referencje – najlepiej możliwe do sprawdzenia,
rozmowy rekrutacyjne.
Dla wielu osób pracujących wcześniej w Niemczech
to pierwszy moment realnej bariery wejścia.
W Szwajcarii system wygląda inaczej niż w Niemczech –
i to jest różnica, którą trzeba znać zanim podpisze się umowę.
Kasa chorych – obowiązkowa, ale na innych zasadach
Szwajcarska kasa chorych (Krankenversicherung):
jest obowiązkowa,
ale opłacana przez pracownika, nie przez pracodawcę.
Obowiązek jej wykupienia pojawia się:
po 3 miesiącach pobytu i pracy w Szwajcarii.
Od tego momentu:
brak ubezpieczenia zdrowotnego nie jest opcją,
składka staje się stałym kosztem po stronie pracownika,
wysokość składki zależy od wybranego ubezpieczyciela i pakietu.
Pozwolenie na pracę – również po 3 miesiącach
Po tym samym okresie:
konieczne jest wyrobienie pozwolenia na pracę
(np. typu L lub B – w zależności od długości zatrudnienia).
To nie jest formalność „do odłożenia na później”.
Bez pozwolenia:
nie da się legalnie pracować długoterminowo,
nie da się normalnie funkcjonować w systemie.
Co to oznacza w praktyce
Dla opiekunki oznacza to:
wyższe początkowe koszty po stronie pracownika,
ale jednocześnie jasne reguły gry,
brak fikcji typu „na zleceniu, ale na pełny etat”.
W Szwajcarii nikt nie udaje, że ubezpieczenie „jakoś się zrobi”.
Szwajcarski system:
nie jest tani,
nie jest łatwy na start,
ale jest konsekwentny i uczciwy w zasadach.
I dokładnie to odróżnia go od modeli opartych na półśrodkach.
 
                    Czytaj również Ważne! Dlaczego opiekunki mają zlecenie?
 
  • Grafika:
Biedronka
Biedronka
Przez kilka tygodni opiekujesz się seniorem w . Wracasz z Niemczechz do Polski, rozpakowujesz walizkę i nagle dowiadujesz się, że masz jeszcze jedno zajęcie: reklamowanie agencji, rozdawanie ulotek albo poszukiwanie nowych opiekunek. Skąd ta nagła zmiana zawodu? Czy naprawdę chodzi o reklamę firmy, czy może o sposób organizowania zatrudnienia i ubezpieczeń społecznych? Sprawdziliśmy przepisy, dokumenty ZUS i orzeczenie sądu.
Opiekunka na szteli, specjalistka od marketingu w Polsce
Schemat jest prosty.
Polska agencja kieruje opiekunkę do niemieckiego domu. Kobieta wykonuje tam obowiązki związane z opieką, prowadzeniem gospodarstwa domowego i pomocą seniorowi.
Po sześciu czy ośmiu tygodniach wraca do Polski. Kolejne zlecenie rozpocznie się za jakiś czas.
W tym momencie w dokumentach może pojawić się dodatkowy zakres obowiązków: usługi informacyjne, rekrutacyjne albo marketingowe.
Opiekunka ma przekazywać materiały reklamowe, promować agencję, informować potencjalnych kandydatów o możliwościach zatrudnienia, a niekiedy także pomagać w rekrutacji.
Brzmi niewinnie. Firma przecież ma prawo reklamować swoje usługi i może komuś zapłacić za ich promowanie.
Problem zaczyna się wtedy, gdy wartość rzeczywiście wykonywanej pracy marketingowej jest znikoma albo nie ma jej wcale, natomiast zapisy o niej pozostają w dokumentacji.
Po co?
Jedną z możliwych przyczyn jest sposób ustalania, któremu systemowi ubezpieczeń społecznych podlega opiekunka pracująca za granicą.
Polski ZUS czy niemieckie ubezpieczenie? Najpierw trzeba ustalić podstawę
W Unii Europejskiej obowiązuje zasada, zgodnie z którą osoba podlega co do zasady ustawodawstwu jednego państwa w zakresie zabezpieczenia społecznego.
Zasadniczo jest to państwo wykonywania pracy. Istnieją jednak wyjątki.
W branży opieki domowej szczególnie ważne są dwa rozwiązania.
Pierwsze to delegowanie.
Polska firma może czasowo skierować opiekunkę do Niemiec, a ta w określonych warunkach nadal podlega polskiemu systemowi ubezpieczeń społecznych.
Potwierdza to zaświadczenie A1, wydawane w Polsce przez ZUS, między innymi na podstawie art. 12 rozporządzenia 883/2004.
Drugie rozwiązanie to zwykłe wykonywanie pracy w kilku państwach.
Jeżeli opiekunka normalnie pracuje na zmianę w Niemczech i Polsce, a jej aktywność rzeczywiście spełnia warunki określone w przepisach, właściwy system ubezpieczenia ustala się według art. 13 tego samego rozporządzenia.
I właśnie tutaj pojawia się miejsce dla usług reklamowych oraz rekrutacyjnych.
Nie dlatego, że prawo europejskie każe opiekunkom roznosić ulotki.
Dlatego, że rzeczywista praca wykonywana w Polsce może mieć znaczenie przy ustalaniu właściwego ustawodawstwa.
Czy wystarczy rozdać kilka ulotek, żeby pracować w dwóch państwach?
Nie.
ZUS wyraźnie wskazuje, że przy ustalaniu ubezpieczenia osób normalnie pracujących w kilku państwach pomija się czynności o charakterze marginalnym.
Przy ocenie stosowany jest orientacyjny wskaźnik 5% regularnego czasu pracy i/lub całkowitego wynagrodzenia.
Jeżeli polska aktywność jest znikoma, nie wystarczy samo wpisanie jej do umowy, żeby uznać, że dana osoba normalnie wykonuje pracę w Polsce i Niemczech.
ZUS podaje nawet przykład pracownika polskiego przedsiębiorstwa, który wykonuje w Polsce mniej niż 5% swojej pracy, a pozostałą część w Niemczech.
W przedstawionym przykładzie polska praca jest marginalna, dlatego nie stosuje się zasad przewidzianych dla osób normalnie pracujących w kilku państwach. Właściwe okazuje się ustawodawstwo niemieckie.
Co ważne, wskaźnik 5% nie jest mechanizmem automatycznym. Instytucja ocenia rzeczywiste okoliczności.
A jeśli opiekunka naprawdę wykonuje w Polsce więcej niż marginalną część pracy?
Wtedy należy przeanalizować zasady dotyczące zatrudnienia w kilku państwach. Znaczenie mają między innymi miejsce zamieszkania, czas pracy, wysokość wynagrodzenia, liczba pracodawców i ich siedziby.
Pojawia się tu również orientacyjny wskaźnik 25% służący ocenie, czy znaczna część pracy odbywa się w państwie zamieszkania.
Ale uwaga: nie oznacza to, że każda opiekunka musi przepracować w Polsce dokładnie jedną czwartą czasu, aby podlegać polskiemu ZUS. Gdy jest zatrudniona przez jednego pracodawcę mającego siedzibę w Polsce, zastosowanie mogą mieć inne reguły art. 13.
Nie należy także mylić tego wskaźnika z kryteriami oceny działalności firmy delegującej pracowników.
Wszystko zależy od konkretnego modelu zatrudnienia.
Sąd w Bydgoszczy sprawdził, jak wyglądał marketing opiekunek
To nie jest wyłącznie rozważanie teoretyczne.
23 czerwca 2021 roku Sąd Okręgowy w Bydgoszczy rozpatrywał sprawę o sygnaturze VI U 3686/19.
Postępowanie dotyczyło agencji kierującej osoby do opieki nad seniorami za granicą, przede wszystkim w Niemczech.
W dokumentach zleceniobiorców znalazły się nie tylko obowiązki opiekuńcze, lecz także usługi marketingowo-rekrutacyjne.
W przypadku jednej z opiekunek umowa przewidywała między innymi:
250 zł wynagrodzenia za usługi marketingowo-rekrutacyjne,
2100 zł brutto miesięcznie za usługi pomocy domowej i opieki,
dodatkowe świadczenie pieniężne określane jako związane z podróżami służbowymi.
Sąd ustalił jednak, że opiekunka nie wykonywała usług marketingowo-rekrutacyjnych.
W odniesieniu do innych osób ustalenia również były interesujące.
Część w ogóle nie wykonywała takich czynności. Inne sporadycznie przekazywały ulotki znajomym, sąsiadom lub osobom zainteresowanym zatrudnieniem.
Zdarzało się pozostawianie materiałów reklamowych w przypadkowych miejscach.
Sąd stwierdził, że opiekunowie nie wykonywali tych usług w sposób zorganizowany, a zleceniodawca nie weryfikował ani nie rozliczał ich rzeczywistego wykonania.
Głównym zajęciem pozostawała opieka nad osobami starszymi za granicą.
Co sąd rzeczywiście rozstrzygnął?
Tutaj trzeba zachować precyzję.
Spór dotyczył przede wszystkim podstawy wymiaru składek i kwalifikowania części wypłat jako świadczeń związanych z podróżami służbowymi.
Sąd oddalił odwołania agencji od decyzji ZUS.
Nie był to natomiast wyrok stwierdzający, że każda usługa reklamowa wykonywana przez opiekunkę jest fikcyjna ani że wszystkie takie umowy są nieważne.
Orzeczenie pokazuje jednak coś istotnego: sąd może badać faktyczny sposób wykonywania obowiązków, a nie tylko ich opis w umowie.
A zapis o usługach marketingowych nie zastępuje rzeczywistej pracy.
Grudzień 2025: usługi rekrutacyjne nadal pojawiają się w dokumentach ZUS
Ktoś mógłby powiedzieć, że bydgoska sprawa dotyczy dawnych praktyk.
Tymczasem 4 grudnia 2025 roku ZUS Oddział w Gdańsku wydał decyzję nr 620/2025, sygn. DI/100000/43/945/2025.
Dotyczyła ona podstawy wymiaru składek osób wykonujących naprzemiennie usługi opieki domowej poza Polską oraz usługi informacyjno-rekrutacyjne na terenie kraju.
Opisany przez przedsiębiorcę model zakładał zatem łączenie zagranicznej opieki z krajowymi zadaniami marketingowymi.
ZUS uznał stanowisko wnioskodawcy za prawidłowe w zakresie objętym interpretacją, czyli ustalenia podstawy wymiaru składek przy przedstawionych okolicznościach.
Nie oznacza to jednak urzędowego poświadczenia, że wszystkie deklarowane czynności faktycznie zostały wykonane.
Indywidualna interpretacja nie zastępuje kontroli rzeczywistego sposobu realizacji umów.
Pokazuje natomiast, że naprzemienne świadczenie usług opiekuńczych i rekrutacyjnych wciąż występuje w konstrukcjach przedstawianych ZUS przez przedsiębiorców.
Czy opiekunka musi reklamować firmę podczas przerwy między sztelami?
Nie istnieje ogólny przepis nakazujący opiekunkom zatrudnionym w branży opiekuńczej reklamowanie agencji w Polsce.
Firma może jednak zaproponować dodatkowe odpłatne zadania, również w ramach uzgodnionej umowy.
Jeżeli opiekunka przyjmuje taki obowiązek, należy określić, co konkretnie ma robić, kiedy i za jakie wynagrodzenie.
Trzeba też odróżnić trzy sytuacje.
Pierwsza: opiekunka rzeczywiście wykonuje odpłatne zadania promocyjne i otrzymuje za nie umówione wynagrodzenie.
Druga: opiekunka nie wykonuje żadnej pracy reklamowej, a między zleceniami po prostu odpoczywa lub oczekuje na nowy wyjazd.
Trzecia: w dokumentach figurują zadania marketingowe, których rzeczywiste wykonanie nie znajduje potwierdzenia.
W pierwszej sytuacji mamy do czynienia z rzeczywistą działalnością, którą można oceniać pod kątem prawa ubezpieczeniowego.
W drugiej trzeba ustalić, czy i na jakiej podstawie nadal trwa ubezpieczenie.
Trzecia sytuacja budzi najwięcej pytań, zwłaszcza jeżeli dokumenty mają uzasadniać zgłoszenia ubezpieczeniowe lub rozliczenia finansowe.
Nie wolno jednak automatycznie utożsamiać każdej umowy zawierającej zadania promocyjne z fikcyjnym zatrudnieniem.
A co z polską umową i niemieckimi składkami?
To osobny model, którego nie należy mieszać z ulotkami.
Polska firma może zawrzeć umowę z opiekunką i odprowadzać za nią składki społeczne w Niemczech, jeżeli zgodnie z właściwymi przepisami pracownica podlega niemieckiemu ustawodawstwu.
Niemiecka instytucja DVKA wyraźnie potwierdza, że siedziba pracodawcy poza Niemcami nie zwalnia go z niemieckich obowiązków ubezpieczeniowych.
Taki model reklamuje między innymi polska firma Opiekunki 365, deklarując na swojej stronie zawieranie polskich umów zlecenia oraz odprowadzanie niemieckich składek emerytalnych, rentowych i zdrowotnych.
Nie jest to dowód nieprawidłowości. Przeciwnie, może być zgodne z unijnymi zasadami.
Warto natomiast wiedzieć, że nazwa umowy nie decyduje sama o jej kwalifikacji w niemieckim systemie, a same zapewnienia reklamowe nie zastępują potwierdzenia zgłoszenia i opłacania składek.
Praca w Niemczech, polska umowa i niemieckie składki nie oznaczają automatycznie kombinacji.
Podobnie polska umowa i polski ZUS mogą być całkowicie prawidłowe.
Problemem jest brak przejrzystości albo rozbieżność między dokumentami i rzeczywistymi warunkami zatrudnienia.
Najbardziej niedoceniane pytanie: co dzieje się z ubezpieczeniem podczas zjazdu?
Opiekunka wraca z Niemiec do Polski na cztery tygodnie.
Nie sprawuje już opieki nad seniorem, ale kolejny wyjazd ma rozpocząć się w następnym miesiącu.
Czy nadal jest ubezpieczona?
Nie da się na to odpowiedzieć na podstawie samego faktu współpracy z agencją.
Trzeba sprawdzić:
czy umowa nadal obowiązuje, czy zakończyła się wraz ze zleceniem,
jakie ustawodawstwo ubezpieczeniowe jest właściwe,
czy istnieje rzeczywisty tytuł do ubezpieczenia w okresie przerwy,
czy nadal odprowadzane są składki i od jakiej podstawy,
czy ochrona zdrowotna jest kontynuowana i na jakich zasadach.
Samo oczekiwanie na kolejną sztelę nie jest automatyczną gwarancją ciągłości wszystkich ubezpieczeń.
Podobnie samo podpisanie umowy na kilka miesięcy nie rozstrzyga jeszcze każdego problemu z ubezpieczeniem.
Jeśli w czasie pobytu w Polsce opiekunka rzeczywiście wykonuje odpłatne usługi reklamowe, może mieć to znaczenie dla jej sytuacji ubezpieczeniowej.
Jeżeli jednak usługi istnieją wyłącznie w dokumentach, nie można traktować ich jako bezpiecznego sposobu na zapewnienie ciągłości ubezpieczenia.
Tę kwestię warto wyjaśnić z firmą przed rozpoczęciem współpracy, nie dopiero wtedy, gdy potrzebna będzie pomoc lekarska lub pojawi się problem ze składkami.
Siedem pytań, które warto zadać agencji
Przed podpisaniem umowy opiekunka powinna uzyskać konkretne odpowiedzi.
W którym państwie będę podlegać ubezpieczeniom społecznym? W Polsce czy w Niemczech?
Na jakiej podstawie ustalono właściwe ustawodawstwo? Czy chodzi o delegowanie, zwykłą pracę w kilku państwach, czy zatrudnienie objęte niemieckim systemem?
Czy otrzymam zaświadczenie A1? Jeśli tak, na jaki okres i z jakiej podstawy prawnej?
Czy podczas przerwy między zleceniami nadal będę ubezpieczona? Jeżeli tak, z jakiego tytułu?
Czy umowa przewiduje usługi marketingowe lub rekrutacyjne? Jakie dokładnie zadania trzeba wykonywać i jak są dokumentowane?
Ile wynosi wynagrodzenie za pracę w Polsce i za opiekę w Niemczech? Od jakich kwot będą naliczane składki?
Gdzie mogę niezależnie sprawdzić okresy ubezpieczenia? Czy firma udostępni potwierdzenia zgłoszeń i rozliczeń?
W przypadku polskiego systemu warto korzystać z konta eZUS, a przy niemieckich składkach emerytalnych sprawdzać historię ubezpieczenia w Deutsche Rentenversicherung.
Ulotka nie jest dokumentem emerytalnym
Usługi marketingowe nie są zakazane. Opiekunka może reklamować firmę, pomagać w rekrutacji i otrzymywać za to pieniądze.
Ale nie istnieje uniwersalny obowiązek rozdawania ulotek między zleceniami.
Nie istnieje też prosty przepis, według którego wystarczy dopisać kilka czynności wykonywanych w Polsce, aby dowolnie wybrać sobie system ubezpieczeń społecznych.
Europejskie przepisy wymagają oceny rzeczywistej aktywności zawodowej.
A dokumenty powinny tę rzeczywistość odzwierciedlać.
Dlatego, zanim opiekunka zacznie zastanawiać się, komu rozdać następne materiały reklamowe, powinna wiedzieć, dlaczego w ogóle otrzymała taki obowiązek, ile za niego dostanie i jaki wpływ ma on na jej ubezpieczenie.
Bo po sześciu tygodniach opieki nad seniorem można oczywiście dorobić w marketingu. Tylko dobrze byłoby wiedzieć, czy chodzi o prawdziwą pracę, czy o papier, który ma udawać pracę.
Dokumenty i źródła
ZUS: Wykonywanie pracy w dwóch lub kilku państwach członkowskich. Zasady art. 13, praca marginalna, wskaźniki 5% i 25%.
Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, wyrok z 23 czerwca 2021 r., VI U 3686/19. Ustalenia dotyczące usług marketingowo-rekrutacyjnych, wyjazdów zagranicznych i podstawy składek.
ZUS, decyzja nr 620/2025 z 4 grudnia 2025 r.. Interpretacja dotycząca naprzemiennego wykonywania usług opieki za granicą i usług informacyjno-rekrutacyjnych w Polsce.
DVKA: Pytania i odpowiedzi o ubezpieczeniu społecznym przy pracy w Niemczech. Obowiązki zagranicznych pracodawców wobec niemieckiego systemu.
Opiekunki 365: Pytania i odpowiedzi. Przykład publicznej deklaracji stosowania polskiej umowy i niemieckich składek.
ZUS: Okresy podlegania obowiązkowym ubezpieczeniom społecznym.
Stan prawny: 19 października 2026 r. Publikacja wyjaśnia mechanizmy zatrudnienia i koordynacji ubezpieczeń społecznych. Nie stanowi oceny legalności umów konkretnego przedsiębiorcy. W indywidualnych przypadkach decydują dokumenty, rzeczywiste okoliczności i ustalenia właściwych instytucji.
Biedronka
Biedronka
Dwie emerytury, jedna z Polski, druga z Niemiec? Brzmi zachęcająco, zwłaszcza gdy informacja pojawia się pod nagłówkiem „ZUS potwierdza”. Tyle że Zakład Ubezpieczeń Społecznych nie ogłosił żadnego nowego przywileju. Możliwość pobierania emerytur z kilku państw istnieje od lat. Warto natomiast sprawdzić, komu rzeczywiście przysługuje drugie świadczenie. Bo nie każda praca wykonywana w Niemczech oznacza niemiecką emeryturę.
ZUS potwierdza. Ale potwierdza to samo od lat
19 października 2026 roku portal Polski Obserwator opublikował artykuł o możliwości otrzymywania dwóch emerytur przez Polaków pracujących w Niemczech.
Informacja jest prawdziwa. Nie jest jednak nowa.
Już 6 września 2018 roku ZUS opublikował oficjalne wyjaśnienie dotyczące emerytur osób pracujących w kilku państwach Unii Europejskiej.
Przedstawił nawet przykład mężczyzny zatrudnionego w Polsce, Francji i Niemczech, który może otrzymywać trzy osobne emerytury, jeżeli spełni wymagania wszystkich trzech systemów.
Nie mamy zatem do czynienia z nowym świadczeniem, zmianą prawa ani szczególną decyzją ZUS.
To konsekwencja europejskich przepisów o koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego.
Dwie emerytury nie oznaczają podwójnych pieniędzy za te same lata
Wyobraźmy sobie osobę, która przez 20 lat podlegała ubezpieczeniu emerytalnemu w Polsce, a następnie przez 15 lat pracowała w Niemczech i opłacała tam składki emerytalne.
Po spełnieniu odpowiednich warunków może otrzymać:
polską emeryturę wypłacaną przez ZUS,
niemiecką emeryturę wypłacaną przez Deutsche Rentenversicherung.
Każda instytucja ustala prawo do świadczenia według własnych przepisów i oblicza jego wysokość.
Nie istnieje jedna wspólna europejska emerytura, do której trafiają wszystkie składki.
Co do zasady polskie składki budują polskie świadczenie, a niemieckie niemieckie. Europejskie przepisy pozwalają natomiast uwzględniać okresy zagranicznego ubezpieczenia przy sprawdzaniu, czy dana osoba spełnia warunki do otrzymania emerytury.
Czy pięć lat pracy w Niemczech jest konieczne?
Do uzyskania zwykłej niemieckiej emerytury wymagany jest zasadniczo pięcioletni okres ubezpieczenia, nazywany Wartezeit.
Nie oznacza to jednak, że ktoś, kto przepracował w Niemczech tylko trzy lata, automatycznie traci prawo do świadczenia.
Jeżeli wcześniej był ubezpieczony w Polsce, niemiecka instytucja może uwzględnić polskie okresy przy ustalaniu wymaganego stażu.
Przykładowo osoba posiadająca trzy lata niemieckiego i dwadzieścia lat polskiego ubezpieczenia może spełnić niemiecki warunek pięciu lat dzięki zsumowaniu okresów.
Nie oznacza to jednak, że Niemcy wypłacą jej emeryturę za wszystkie 23 lata.
Niemieckie świadczenie będzie ustalane według niemieckich zasad, z uwzględnieniem przysługujących tam okresów i odpowiednich reguł koordynacji.
Przy okresach niemieckiego ubezpieczenia krótszych niż rok mogą obowiązywać dodatkowe zasady szczególne.
Krótki staż w Polsce? Tutaj łatwo o nieporozumienie
W informacjach o zagranicznych emeryturach często pojawia się stwierdzenie, że ZUS doliczy lata przepracowane w Niemczech, jeśli polski staż będzie zbyt krótki.
To wymaga wyjaśnienia.
Osoby urodzone po 31 grudnia 1948 roku, objęte tak zwanym nowym systemem emerytalnym, nie muszą wykazywać 20 czy 25 lat pracy, żeby otrzymać zwykłą emeryturę z ZUS.
Wystarczy osiągnięcie powszechnego wieku emerytalnego oraz posiadanie co najmniej jednego dnia polskiego ubezpieczenia, za który opłacono wymagane składki.
Wiek emerytalny w Polsce wynosi 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
Długość ubezpieczenia i zgromadzone składki wpływają oczywiście na wysokość świadczenia. Bardzo krótki staż może oznaczać bardzo niską emeryturę.
Inaczej wygląda sprawa niektórych wcześniejszych emerytur czy uprawnień ustalanych według starszych przepisów. Tam zagraniczne okresy ubezpieczenia mogą być potrzebne do spełnienia wymaganego stażu.
A co z najniższą polską emeryturą?
To jeszcze inne zagadnienie.
Gwarancja podwyższenia nowej emerytury do ustawowego minimum wymaga co do zasady odpowiedniego stażu ubezpieczeniowego: 20 lat w przypadku kobiet i 25 lat w przypadku mężczyzn.
U osób mieszkających w Polsce zagraniczne okresy ubezpieczenia mogą pomóc w spełnieniu tego warunku.
Nie oznacza to jednak automatycznej wypłaty pełnej minimalnej emerytury z ZUS obok niemieckiego świadczenia.
Przy ustalaniu odpowiedniej dopłaty uwzględnia się bowiem również wysokość otrzymywanych emerytur zagranicznych. Znaczenie mają także miejsce zamieszkania i indywidualne okoliczności.
Samo zsumowanie lat nie wystarczy zatem do wyliczenia należnych pieniędzy.
Najważniejszy haczyk dla opiekunek pracujących w Niemczech
W tym miejscu dochodzimy do kwestii, która dla wielu osób pracujących w opiece domowej ma znacznie większe znaczenie niż wiadomość o dwóch emeryturach.
Nie każda opiekunka pracująca w niemieckim domu jest ubezpieczona emerytalnie w Niemczech.
Przykład?
Opiekunka podpisuje umowę z polską firmą, która deleguje ją do niemieckiej rodziny. Posiada zaświadczenie A1 potwierdzające, że podczas tego zlecenia podlega polskiemu ustawodawstwu w zakresie zabezpieczenia społecznego.
Jeżeli z tytułu tego zatrudnienia odprowadzane są składki emerytalne, trafiają one do polskiego systemu.
Nie do Deutsche Rentenversicherung.
Taka opiekunka może przepracować w niemieckich domach kilka, a nawet kilkanaście lat w kolejnych okresach delegowania i nie zgromadzić z tego tytułu niemieckich okresów składkowych.
O miejscu ubezpieczenia nie decyduje adres domu, w którym wykonywana jest praca, lecz właściwe przepisy i rzeczywisty tytuł ubezpieczenia.
Trzeba też pamiętać, że samo zaświadczenie A1 nie jest dowodem wpłacania składek emerytalnych. Potwierdza przede wszystkim, któremu ustawodawstwu podlega dana osoba. Warto więc sprawdzić, czy składki faktycznie są należne i odprowadzane.
Inaczej wygląda sytuacja opiekunki zatrudnionej bezpośrednio przez niemieckiego pracodawcę, objętej niemieckim obowiązkowym ubezpieczeniem emerytalnym.
To właśnie takie okresy mogą budować uprawnienia do niemieckiej emerytury.
Dlatego przed przyjęciem kolejnej oferty warto zapytać nie tylko o wynagrodzenie netto, lecz również o to, w którym państwie i od jakiej podstawy będą opłacane składki emerytalne.
Polska emerytura wcześniej, niemiecka później
Kolejna sprawa to różnice w wieku emerytalnym.
Polka może nabyć prawo do emerytury z ZUS po ukończeniu 60 lat, ale na zwykłą emeryturę niemiecką będzie musiała zaczekać dłużej.
Niemiecki ustawowy wiek emerytalny jest stopniowo podnoszony. Dla osób urodzonych w 1964 roku i później wynosi 67 lat.
Istnieją odrębne zasady dotyczące wcześniejszych emerytur, zależne między innymi od długości okresów ubezpieczenia. Nie należy ich jednak mylić ze zwykłą emeryturą.
Dwa świadczenia nie muszą więc pojawić się na koncie jednocześnie.
Jeden wniosek, ale nie jedna decyzja
Osoba mieszkająca w Polsce, która była ubezpieczona również w Niemczech, może złożyć wniosek emerytalny w ZUS, wskazując zagraniczne okresy ubezpieczenia.
ZUS współpracuje następnie z niemiecką instytucją.
Analogicznie osoba mieszkająca w Niemczech może rozpocząć odpowiednią procedurę za pośrednictwem Deutsche Rentenversicherung.
Nie oznacza to jednak, że oba państwa automatycznie przyznają emeryturę w tym samym terminie. Każde musi zweryfikować własne warunki i wydać decyzję.
Warto wcześniej zgromadzić dokumenty dotyczące zatrudnienia, numery ubezpieczenia oraz informacje o przebytych okresach składkowych.
Dwie emerytury? Tak. Nowy przywilej? Nie
Możliwość otrzymywania świadczeń z kilku europejskich państw jest ważnym rozwiązaniem dla osób, które część życia zawodowego spędziły za granicą.
Dotyczy nie tylko Niemiec, ale również innych państw Unii Europejskiej, a na podstawie odpowiednich porozumień także Norwegii, Islandii, Liechtensteinu i Szwajcarii.
Nie jest to jednak nowy prezent od ZUS.
Przede wszystkim nie warto mylić trzech różnych rzeczy: miejsca wykonywania pracy, państwa ubezpieczenia oraz kraju wypłacającego przyszłą emeryturę.
Można pracować w Niemczech i odkładać wyłącznie na polską emeryturę. Można też pracować stosunkowo krótko w Niemczech i nabyć prawo do niemieckiego świadczenia dzięki uwzględnieniu polskiego stażu.
To właśnie te różnice warto rozumieć, zanim zacznie się liczyć na dwa emerytalne przelewy.
Bo o ile nagłówek gazety może obiecywać wiele, o tyle emeryturę wylicza się ze składek, okresów ubezpieczenia i przepisów. Nie z nagłówków.
Źródła i dalsze informacje
ZUS: Informacje ogólne o emeryturach z kilku państw, 6 września 2018 r.
ZUS: Emerytura dla osób urodzonych po 31 grudnia 1948 r. i pracujących w UE
ZUS: Pracownicy delegowani i zasady podlegania ubezpieczeniom
ZUS: Emerytura w świetle prawa Unii Europejskiej, poradnik PDF
Deutsche Rentenversicherung: Sprawy międzynarodowe, informacje po polsku
Komisja Europejska: Zasady wypłaty emerytur z kilku państw
Stan prawny: 20 października 2026 r. Artykuł dotyczy zasad ogólnych. Indywidualne uprawnienia, w szczególności osób objętych dawnymi polsko-niemieckimi umowami emerytalnymi, mogą wymagać odrębnego ustalenia.
Biedronka
Biedronka
Czerwonym wagonikiem w stronę historii
W samym centrum Zurychu, tuż przy ruchliwym placu Central, czerwony wagonik Polybahn od ponad 130 lat wspina się na wzgórze, gdzie stoi monumentalny gmach Politechniki Federalnej ETH. Podróż trwa niespełna dwie minuty, ale prowadzi do miejsca, w którym szwajcarska historia nauki splata się z polskimi losami.
To właśnie tutaj przez lata pracował Gabriel Narutowicz, przyszły pierwszy prezydent II Rzeczypospolitej. A zaledwie kilka ulic dalej znajdziemy ślady działalności Józefa Piłsudskiego i polskich emigrantów przygotowujących się do walki o niepodległość.
Wsiadamy więc do Polybahn. Przed nami Zurych, którego nie zobaczymy na zwykłej pocztówce.



00_polybahn_przyjazd_Central (1).mp400b_polybahn_start_do_ETH.mp4

Polybahn, Zurych. Zabytkowa kolejka od 1889 roku łączy okolice Central ze wzgórzem uniwersyteckim.


ETH Zürich. Za monumentalną fasadą kryje się polska historia


Gmach Politechniki Federalnej w Zurychu trudno przeoczyć. Potężne kolumny, reprezentacyjne schody, rozbudowane skrzydła i charakterystyczna kopuła nadają mu wygląd budowli, która od początku miała symbolizować znaczenie nauki.
Jego najstarsza część powstała według projektu Gottfrieda Sempera i została oddana do użytku w 1864 roku. W pierwszych dekadach XX wieku architekt Gustav Gull nadał kompleksowi jeszcze bardziej monumentalny charakter.
Dzisiaj ETH Zürich należy do światowej czołówki uczelni technicznych. Z jej historią związani byli wybitni naukowcy, wśród nich Albert Einstein, który najpierw tutaj studiował, a później wykładał.
W październiku 2026 roku część reprezentacyjnej fasady zasłaniają rusztowania. Remonty nie odbierają jednak budynkowi jego imponującego charakteru.
Ale tym razem nie przyciągnęła mnie tutaj ani światowa renoma uczelni, ani jej architektura.
W tych murach przez wiele lat pracował człowiek, który zapisał się w historii dwóch państw. W Szwajcarii zdobył uznanie jako wybitny specjalista. W Polsce powierzono mu najwyższy urząd państwowy.
Jego losy potoczyły się jednak tragicznie.
Zanim odnajdziemy pozostawiony po nim ślad, zajrzyjmy do wnętrza politechniki.
Wnętrze ETH Zürich. Monumentalne arkady, kolumny i reprezentacyjne schody głównego gmachu Politechniki Federalnej. Fot. Polacy na Saksach, październik 2026.

Za monumentalną fasadą kryje się równie imponujące wnętrze. Wysokie arkady, szerokie schody i kamienne detale przypominają czasy, gdy architektura uczelni miała podkreślać prestiż nauki.
W głównym holu uwagę przyciąga również fontanna z trzema kobiecymi postaciami. Nie jest jedynie ozdobą. Jej powstanie wiąże się z osobistą historią jednej z ważnych postaci zuryskiej politechniki.

Trzy Gracje w ETH Zürich. Piękno, za którym kryje się osobista tragedia

Na pierwszy rzut oka to jedna z wielu dekoracji monumentalnego gmachu ETH. Trzy kobiece postacie z brązu, stojące na kamiennym postumencie, nawiązują do mitologicznych Gracji, symbolizujących piękno, wdzięk i radość życia.
Jednak fontanna, którą w 1921 roku wykonał szwajcarski rzeźbiarz Eduard Zimmermann, nie powstała wyłącznie po to, by zdobić reprezentacyjny hol politechniki.
Ufundował ją Robert Gnehm, ówczesny przewodniczący rady ETH, ku pamięci swojego syna Waltera, który zmarł 17 marca 1919 roku, mając zaledwie 33 lata.
Na fontannie umieszczono daty jego narodzin i śmierci oraz medalion z profilem młodego mężczyzny.
W tej historii szczególnego znaczenia nabiera symbolika rzeźby. Trzy Gracje, zwykle przedstawiane w radosnym tańcu, tutaj stoją spokojnie, niemal nieruchomo. Jakby artysta zatrzymał chwilę młodości, która skończyła się zbyt wcześnie.
Robert Gnehm miał znaczący wpływ na rozbudowę głównego gmachu ETH. Przyczynił się między innymi do powstania charakterystycznej kopuły, która do dziś dominuje nad reprezentacyjną częścią budynku.
Pozostawił po sobie monumentalną architekturę, ale również znacznie bardziej osobisty ślad: pomnik ojcowskiej pamięci ukryty pod postacią fontanny.
W ETH nie wszystkie historie zapisano na tablicach pamiątkowych. Niektóre opowiedziano w kamieniu i brązie.

Kilka kroków dalej historia staje się znacznie bliższa polskiemu czytelnikowi. Na ścianie jednej z klatek schodowych znajduje się pamiątka po człowieku, który w Szwajcarii osiągnął zawodowy szczyt, a w Polsce miał zaledwie pięć dni na sprawowanie najwyższego urzędu

Gabriel Narutowicz. Polski ślad na schodach ETH
Nie wszystkie pamiątki historyczne zajmują reprezentacyjne miejsca. Niektóre trzeba odnaleźć w bocznych korytarzach i na klatkach schodowych.
W gmachu ETH, na ścianie jednej z takich klatek, znajduje się marmurowa tablica z płaskorzeźbą mężczyzny. Z dołu łatwo ją przeoczyć. Dopiero kiedy podejdziemy bliżej, można odczytać nazwisko: Gabriel Narutowicz.
Dla Polaków to przede wszystkim pierwszy prezydent II Rzeczypospolitej. Dla Szwajcarów był również wybitnym inżynierem, profesorem i specjalistą budownictwa wodnego.
Zanim jego nazwisko znalazło się w polskich podręcznikach historii, przez dziesięciolecia związany był właśnie z Zurychem.

Tablica upamiętniająca Gabriela Narutowicza w głównym gmachu ETH Zürich. Fot. Polacy na Saksach, 16 października 2026.

Gabriel Narutowicz. Z profesorskiej katedry do Belwederu
Gabriel Narutowicz przyjechał do Szwajcarii w 1886 roku jako 21-letni młodzieniec, który zmagał się z gruźlicą. Początkowo leczył się w Davos. Kiedy jego stan zdrowia się poprawił, rozpoczął studia inżynierskie na politechnice w Zurychu.
Dyplom uzyskał w marcu 1891 roku. W następnych latach pracował przy projektach kolejowych, wodociągowych i hydrotechnicznych. Z czasem stał się jednym z najbardziej cenionych europejskich specjalistów budownictwa wodnego.
Co ciekawe, profesorem ETH został mimo braku doktoratu i habilitacji. Uczelnia doceniła przede wszystkim jego ogromne doświadczenie praktyczne i osiągnięcia inżynierskie.
Studenci darzyli go sympatią i nazywali „Naruti”. Profesor nie ograniczał się do wykładów. Prowadził własne biuro konstrukcyjne, projektował elektrownie wodne i uczestniczył w przedsięwzięciach, które zmieniały energetyczny krajobraz Szwajcarii.
Jednym z jego największych osiągnięć była elektrownia wodna Mühleberg na rzece Aare niedaleko Berna, oddana do użytku w 1920 roku. Narutowicz udoskonalił jej projekt i kierował budową.
W 1895 roku otrzymał obywatelstwo szwajcarskie. Miał uznaną pozycję zawodową, dorobek naukowy i dobrze prosperujące biuro inżynierskie. Nie zapomniał jednak o Polsce.
Podczas I wojny światowej angażował się w pomoc rodakom i publicznie opowiadał się za utworzeniem niepodległego państwa polskiego.
Pięć dni prezydentury
W 1920 roku Narutowicz opuścił Zurych i przeniósł się do Warszawy. W odradzającej się Polsce objął stanowisko ministra robót publicznych, a następnie ministra spraw zagranicznych.
9 grudnia 1922 roku Zgromadzenie Narodowe wybrało go na pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Zaprzysiężenie odbyło się 11 grudnia.
Jego wybór wywołał gwałtowną kampanię polityczną, protesty i falę nienawiści. Zaledwie pięć dni po objęciu urzędu, 16 grudnia 1922 roku, Narutowicz został zastrzelony podczas wizyty w warszawskiej galerii Zachęta. Zamachowcem był Eligiusz Niewiadomski.
Marmurowa tablica na ETH powstała dziesięć lat po jego śmierci. Wykonał ją szwajcarski rzeźbiarz Hans Gisler, a fundatorami byli polscy i szwajcarscy przyjaciele oraz wielbiciele Narutowicza.
Przez lata tablica zmieniała miejsce ekspozycji. Kiedy groziło jej przeniesienie do magazynu, w sprawę zaangażowało się zuryskie Towarzystwo Polskie „Zgoda”. Dzięki jego interwencji pamiątka znalazła godne miejsce w głównym gmachu ETH.
I właśnie tutaj pojawia się kolejny interesujący trop.
Towarzystwo „Zgoda” miało bowiem własną historię działalności niepodległościowej. A kilka ulic od politechniki znajduje się budynek związany z Józefem Piłsudskim.
Do niego jeszcze dotrzemy.

Chwila oddechu nad dachami Zurychu

fot.PolacyNaSaksach 16.10.2026

Auf der Mauer. Ulica, która pamięta polską konspirację

Auf der Mauer, Zurych. Przy tej spokojnej ulicy działały polskie organizacje emigracyjne i niepodległościowe. Fot. Polacy na Saksach, 2026.

Z monumentalnego świata politechniki przenosimy się w zupełnie inny Zurych. Zaledwie kilka ulic dalej reprezentacyjne gmachy ustępują miejsca starym kamienicom, wąskim przejściom, kolorowym okiennicom i ozdobnym balkonom.
To okolice Auf der Mauer, jednej z uliczek, przy których historia nie rzuca się od razu w oczy. Na pierwszy rzut oka nic szczególnego: spokojne domy, codzienny ruch mieszkańców i akademickie życie pobliskiej uczelni.
A jednak właśnie tutaj, na początku XX wieku, działały polskie organizacje emigracyjne. Organizowano odczyty, spotkania i szkolenia, które miały przygotować młodych Polaków do walki o niepodległość.
Jedną z najważniejszych postaci odwiedzających to miejsce był Józef Piłsudski.
Wśród działających tutaj organizacji szczególną rolę odgrywało Towarzystwo Polskie „Zgoda”. Jego historia prowadzi nas z powrotem do Gabriela Narutowicza, którego tablicę oglądaliśmy przed chwilą na ETH.
Dwie pozornie odrębne historie zaczynają się łączyć. A ich wspólnym punktem jest adres Auf der Mauer 13.



Kamienica przy Auf der Mauer 13 w Zurychu. Na początku XX wieku działały tu polskie organizacje emigracyjne i niepodległościowe, a wśród odwiedzających to miejsce był Józef Piłsudski. Fot. Polacy na Saksach, październik 2026
Józef Piłsudski w Zurychu. Historia zapisana na dwóch tablicach

Tablice upamiętniające pobyt i działalność Józefa Piłsudskiego w Zurychu. Jedna z nich przypomina o jego związkach z tym miejscem w 1914 roku. Fot. Polacy na Saksach, październik 2026.

Auf der Mauer 13. Gdzie polska niepodległość miała swój zuryski adres
Dziś to spokojna kamienica w akademickiej części Zurychu. Trudno uwierzyć, że ponad sto lat temu odbywały się tutaj spotkania, narady i przygotowania do walki o niepodległość Polski.
W 1903 roku na pierwszym piętrze budynku przy Auf der Mauer 13 znalazły swoją siedzibę Czytelnia Polska, pomieszczenia klubowe Towarzystwa Polskiego „Zgoda” oraz sale Uniwersytetu Ludowego. Organizowano spotkania, odczyty i działalność edukacyjną skierowaną do polskich emigrantów.
Od 1908 roku z pomieszczeń korzystały również zakonspirowane struktury polskiego ruchu strzeleckiego.
Józef Piłsudski przyjeżdżał do Zurychu nie tylko po to, by wygłaszać odczyty.
Według historii Towarzystwa „Zgoda” w latach 1894–1914 kilkakrotnie odwiedzał miasto, prowadząc między innymi dyskretny nabór do organizacji strzeleckich. Wykorzystywał w tym celu właśnie lokal przy Auf der Mauer 13.
65 ochotników i sierpień 1914 roku
Szczególne znaczenie miały wydarzenia z początku I wojny światowej.
Według relacji Towarzystwa „Zgoda” 5 sierpnia 1914 roku przed kamienicą odbył się apel polskich ochotników. Tego dnia 65 członków organizacji opuściło Szwajcarię pod komendą Włodzimierza Wiskowskiego, kierując się przez austriacki Feldkirch w stronę formujących się polskich oddziałów wojskowych.
W neutralnej Szwajcarii działalność konspiracyjna nie mogła pozostać bez konsekwencji. Po ujawnieniu struktur strzeleckich rozpoczęło się śledztwo dotyczące naruszenia neutralności państwa.
I tu ponownie pojawia się Gabriel Narutowicz.
Według opracowania „Zgody” profesor zuryskiej politechniki pomagał wcześniej gromadzić środki na szkolenia polskich strzelców. Kiedy rozpoczęto postępowanie przeciwko działaczom, zaangażował się również w pomoc Stanisławowi Zielińskiemu, który zarządzał funduszami organizacji.
Narutowicz i Piłsudski nie byli więc jedynie dwoma sławnymi Polakami, których losy przypadkowo zaprowadziły do Zurychu. Ich działalność łączyło także środowisko polskiej emigracji niepodległościowej.
Tablica, za którą zapłacił Zurych
Na elewacji kamienicy znajduje się pamiątka odsłonięta 5 sierpnia 1939 roku, w 25. rocznicę wymarszu polskich ochotników.
Zachowała się interesująca informacja prasowa z epoki. W sierpniowym numerze tygodnika wojskowego „Wiarus” opisano inicjatywę umieszczenia tablicy Piłsudskiego przy Auf der Mauer 13.
Koszty jej wmurowania wzięło na siebie miasto Zurych, traktując ten gest jako wyraz przyjaźni wobec Polski.
Co jeszcze ciekawsze, program uroczystości z 1939 roku przewidywał również złożenie wieńca przy pomniku Gabriela Narutowicza na politechnice.
Dwa miejsca, które odwiedzamy podczas dzisiejszego spaceru, zostały wówczas połączone jedną uroczystością upamiętniającą polską historię.
Zaledwie kilka tygodni później Europa znalazła się w ogniu kolejnej wojny.
Tablice przetrwały. Podobnie jak pamięć o Polakach, którzy na początku XX wieku właśnie tutaj przygotowywali się do odzyskania niepodległości.


Auf der Mauer dzisiaj. Historia w akademickim sąsiedztwie



Zurych między historią a codziennością
Historia nie zatrzymała się na Auf der Mauer. Przy tej samej ulicy, pod numerem 17, działa dziś jednostka ETH Zürich zajmująca się nauczaniem i uczeniem się. W pobliżu znajduje się również Maximilianeum, oferujące zakwaterowanie studentom i osobom zdobywającym wykształcenie zawodowe.
To interesująca ciągłość. Ponad sto lat temu polscy emigranci organizowali tutaj odczyty, spotkania i działalność edukacyjną. Dziś okolica nadal żyje rytmem akademickiego Zurychu.
A samo miasto? Nieustannie się zmienia, przebudowuje i remontuje.
Przekonałam się o tym podczas powrotu. Zamknięte fragmenty ulic i prace budowlane zmusiły mnie do nadłożenia drogi. Kiedy wreszcie dotarłam do górnej stacji Polybahn, czerwony wagonik właśnie odjechał.
Na szczęście kolejny przyjechał po kilku minutach. W Zurychu można zgubić właściwą uliczkę, ale znacznie trudniej zgubić rozkład jazdy.
Po zjeździe na Central zostało już tylko złapać tramwaj numer 11, wysiąść przy Rennweg i wrócić do współczesnego, handlowego centrum miasta.

Z historii prosto między sklepowe półki

Coop City, Zurych. Ostatni przystanek spaceru i początek kolejnej opowieści. Fot. Polacy na Saksach, październik 2026.

Na zakończenie jeszcze jeden przystanek: Coop City.
Tym razem nie szukałam historycznych tablic ani śladów polskiej emigracji. Chciałam przyjrzeć się czemuś znacznie bardziej współczesnemu: szwajcarskiej codzienności widzianej przez sklepowe półki.
I przyznaję, materiału zebrało się więcej, niż zamierzałam.
Ale to już zupełnie inna opowieść. O produktach, kulinarnych przyzwyczajeniach, cenach i osobliwościach, które można znaleźć w zwyczajnym szwajcarskim sklepie.
Ciąg dalszy nastąpi. Tym razem zamiast śladów Piłsudskiego będziemy tropić szwajcarskie specjały.

Źródła i dokumentacja historyczna
Reportaż powstał na podstawie autorskiego spaceru po Zurychu 16 października 2026 roku oraz następujących materiałów historycznych:
ETH Zürich, ETHeritage – Vom ETH-Professor zum Staatsmann: Gabriel Narutowicz (1865–1922). Historia szwajcarskiej kariery Gabriela Narutowicza, jego powrotu do Polski i tablicy pamiątkowej na politechnice.
ETH Zürich, Collegium Helveticum – Drei Grazien-Brunnen. Historia fontanny Trzech Gracji, jej twórcy Eduarda Zimmermanna oraz Roberta Gnehma, który ufundował rzeźbę ku pamięci syna.
Towarzystwo Polskie „Zgoda” w Zurychu – Historia Towarzystwa Polskiego „Zgoda”. Opracowanie dotyczące działalności polskich emigrantów, ruchu strzeleckiego, Józefa Piłsudskiego oraz wydarzeń przy Auf der Mauer 13.
„Dziennik Polski”, 1 sierpnia 1939 r., s. 5 – Odsłonięcie tablicy pamiątkowej ku czci Marszałka Piłsudskiego w Zurychu. Archiwalna relacja prasowa o przygotowaniach do odsłonięcia tablicy, udziale władz szwajcarskich i sfinansowaniu jej umieszczenia przez miasto Zurych.
ETH Zürich – Bauten auf dem Campus Zentrum. Dzieje głównego gmachu politechniki, jego architektura oraz przebudowy według projektów Gottfrieda Sempera i Gustava Gulla.
Verkehrsbetriebe Zürich (VBZ) – UBS-Polybahn. Historia kolejki uruchomionej w 1889 roku, jej modernizacji i znaczenia dla komunikacji miejskiej Zurychu.
Dokumentacja fotograficzna i filmowa: Polacy na Saksach, Zurych, 16 października 2026 r.
Część dotycząca działalności niepodległościowej polskich emigrantów została przedstawiona z uwzględnieniem relacji historycznej Towarzystwa „Zgoda”.





Biedronka
Biedronka
Szwajcarski nadawca publiczny SRF opisuje Polskę jako jedną z najbardziej dynamicznych gospodarek Europy. Kraj rozwija się szybciej niż Niemcy, przyciąga zagraniczne inwestycje, a wartość jego PKB osiągnęła poziom porównywalny ze szwajcarskim. Za imponującymi statystykami kryje się jednak pytanie: w jakim stopniu gospodarczy awans Polski przekłada się na zamożność jej mieszkańców?
3 października 2026 roku szwajcarski SRF opublikował materiał zatytułowany „Europa humpelt, Polen rennt: Das sind die Gründe”, czyli „Europa kuleje, Polska biegnie. Oto powody”. Audycja radiowa ukazała się 30 września.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu Szwajcaria, Niemcy i Austria były dla wielu Polaków symbolem niedostępnego poziomu życia. Dziś szwajcarscy dziennikarze opisują Polskę jako kraj, który przeszedł drogę od taniego zaplecza produkcyjnego Zachodu do ważnego uczestnika europejskiej gospodarki.
Nie jest to jednak opowieść pozbawiona zastrzeżeń. SRF wskazuje również na problemy z mieszkaniami, warunkami pracy i nierównomiernym podziałem korzyści z gospodarczego wzrostu.
Polska przyspiesza, Niemcy pozostają w tyle
Według danych Eurostatu opublikowanych 7 września 2026 roku polski produkt krajowy brutto wzrósł w drugim kwartale o 3,8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku.
Średni wzrost w Unii Europejskiej wyniósł 1,4 proc., w Niemczech 1 proc., a w Szwajcarii 2,6 proc. Są to dane dotyczące realnego PKB, skorygowane o wpływ zmian sezonowych i kalendarzowych.
Polska rozwijała się więc niemal czterokrotnie szybciej niż Niemcy i ponad dwukrotnie szybciej od unijnej średniej.
Nie oznacza to, że cała Europa pogrążyła się w stagnacji. Część państw odnotowała wzrost wyższy niż Polska. Szwajcarski nagłówek jest publicystycznym uproszczeniem, ale oddaje rzeczywistą przewagę tempa polskiego rozwoju nad wieloma zachodnioeuropejskimi gospodarkami.
Co istotne, nie jest to sukces jednego kwartału. Polska zmniejsza dystans gospodarczy do Zachodu od wielu lat.
Od taniej pracy do własnych technologii
Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej w 2004 roku otworzyło dostęp do wspólnego rynku, funduszy europejskich, zagranicznego kapitału i międzynarodowych łańcuchów dostaw.
Początkowo istotnym atutem były stosunkowo niskie koszty pracy. Zachodnie przedsiębiorstwa mogły produkować taniej, pozostając blisko swoich najważniejszych rynków.
Ten model ma jednak ograniczenia. Rosnące płace i konkurencja tańszych lokalizacji oznaczają, że przewagi opartej wyłącznie na kosztach nie można utrzymywać bez końca.
Cytowany przez SRF dziennikarz Jan Opielka zwraca uwagę na wykształcenie polskich pracowników, rozwój rodzimych przedsiębiorstw i ich rosnącą konkurencyjność.
To ważna zmiana. Polska nie musi już konkurować jedynie ceną wykonanej pracy. Może rozwijać własne produkty, technologie, marki i usługi o wyższej wartości.
Dla dalszego wzrostu wynagrodzeń kluczowe będzie właśnie to, ile wartości polskie przedsiębiorstwa potrafią samodzielnie wytworzyć i zatrzymać.
Gospodarki podobnej wielkości, ale nie podobnej zamożności
Jednym z najbardziej efektownych stwierdzeń SRF jest porównanie Polski ze Szwajcarią. Według redakcji w 2025 roku nominalne PKB obu państw osiągnęły porównywalną wartość.
To symbol gospodarczego awansu, ale również przykład statystyki wymagającej wyjaśnienia.
Nominalny PKB pokazuje wartość produkcji i usług wytworzonych w kraju. Na porównania wyrażone we wspólnej walucie wpływają kursy walutowe.
Nie pokazuje natomiast, ile przypada na pojedynczego mieszkańca.
W Polsce żyje ponad 36 milionów ludzi. W Szwajcarii około dziewięciu milionów.
Według Eurostatu w 2025 roku polski PKB na mieszkańca, po uwzględnieniu różnic cen, pozostawał o około 10–20 proc. niższy od średniej unijnej. W Szwajcarii był o około 50–60 proc. wyższy od tej średniej.
Polska zbliżyła się do Szwajcarii pod względem wielkości gospodarki, ale nie pod względem poziomu produkcji i dochodu przypadających na mieszkańca.
PKB na mieszkańca także nie opisuje całego dobrobytu. Nie uwzględnia sposobu podziału dochodów, dostępności mieszkań ani rzeczywistych możliwości konsumpcyjnych gospodarstw domowych.
Dlatego Eurostat wykorzystuje również wskaźnik rzeczywistego spożycia indywidualnego, czyli AIC, uwzględniający towary i usługi konsumowane przez mieszkańców, także finansowane ze środków publicznych.
W tym ujęciu Polska nadal pozostaje poniżej średniej unijnej, choć stopniowo zmniejsza dystans.
Szwajcarskie inwestycje. Ponad 95 tysięcy miejsc pracy
Szwajcaria nie jest wyłącznie obserwatorem polskiego rozwoju.
Według informacji Federalnego Departamentu Spraw Zagranicznych z 22 maja 2026 roku wartość szwajcarskich inwestycji w Polsce przekracza 7,5 miliarda franków.
Szwajcaria zajmuje dziesiąte miejsce wśród zagranicznych inwestorów w Polsce, a szwajcarskie przedsiębiorstwa odpowiadają za ponad 95 tysięcy miejsc pracy.
Wartość wzajemnego handlu wyniosła w 2025 roku niemal 6,5 miliarda franków, z wyłączeniem obrotu złotem. Istotną część szwajcarskiego eksportu stanowią maszyny, elektronika, produkty przemysłu metalowego, chemicznego i farmaceutycznego.
Polska jest więc dla szwajcarskiego biznesu nie tylko miejscem produkcji, ale także dużym rynkiem i ważnym elementem europejskich powiązań gospodarczych.
Nie oznacza to jednak, że cały wypracowany przez zagraniczne przedsiębiorstwa zysk pozostaje w Polsce.
Równie istotne jak wartość inwestycji są wynagrodzenia pracowników, rozwój lokalnych dostawców oraz transfer technologii i wiedzy.
Bezrobocie niemal najniższe w Europie
SRF podaje, że Polska ma najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej. To stwierdzenie wymaga doprecyzowania.
Według danych Eurostatu za sierpień 2026 roku stopa bezrobocia w Polsce wynosiła 3,4 proc. W Czechach było to 3,2 proc., a Malta i Słowenia osiągnęły taki sam wynik jak Polska.
Średnia unijna wyniosła 6,1 proc.
Polska należy zatem do ścisłej czołówki państw o najniższym bezrobociu, lecz nie zajmuje samodzielnie pierwszego miejsca.
To korzystna sytuacja, ale sam wskaźnik bezrobocia nie mówi jeszcze, jaką pracę wykonują zatrudnieni, ile zarabiają i jak stabilne są ich umowy.
Dostępność zatrudnienia oraz jakość pracy to dwa odrębne zagadnienia.
Ile z gospodarczego sukcesu trafia do pracowników?
7 października 2026 roku Główny Urząd Statystyczny opublikował dane dotyczące rozkładu wynagrodzeń w kwietniu.
Mediana miesięcznych zarobków brutto wyniosła wówczas 7695 zł. Połowa zatrudnionych objętych badaniem otrzymała wynagrodzenie nie wyższe od tej kwoty, a połowa nie niższe.
W porównaniu z kwietniem 2025 roku mediana wzrosła nominalnie o 6 proc.
W Szwajcarii, według ostatniego badania struktury wynagrodzeń, mediana miesięcznego wynagrodzenia brutto na pełnym etacie wyniosła w 2024 roku 7024 franki.
Danych tych nie można porównywać bezpośrednio. Pochodzą z różnych okresów, obejmują odmienne populacje pracowników i wymagają uwzględnienia różnic cen, podatków oraz kosztów utrzymania.
Warto jednak przyjrzeć się samej relacji zarobków do wydatków.
W 2025 roku poziom cen towarów i usług składających się na rzeczywiste spożycie indywidualne był w Polsce o około 20–30 proc. niższy od unijnej średniej. W Szwajcarii był od niej o 71 proc. wyższy.
Szwajcarskie wynagrodzenia pozostają więc znacznie wyższe nominalnie, ale mieszkańcy kraju ponoszą również wysokie koszty mieszkań, ubezpieczeń zdrowotnych i usług.
Z kolei niższe ceny w Polsce nie oznaczają automatycznie, że przeciętne wynagrodzenie zapewnia swobodny dostęp do wszystkich podstawowych dóbr.
O poziomie życia decyduje nie sama wypłata ani średni poziom cen, lecz to, ile pozostaje po pokryciu niezbędnych wydatków.
Mieszkania. Najbardziej widoczna bariera
W materiale SRF Jan Opielka zwraca uwagę na trudności mieszkaniowe Polaków, szczególnie osób o niższych dochodach w największych miastach.
Sytuacja zależy od podaży mieszkań, lokalizacji miejsc pracy, kosztów kredytu, warunków najmu oraz różnic dochodowych między regionami.
Według danych Eurostatu w drugim kwartale 2026 roku ceny mieszkań i domów w Polsce wzrosły o 6,3 proc. rok do roku.
Średni wzrost w Unii Europejskiej wyniósł 4,7 proc., a w Szwajcarii 3,5 proc. Dane dotyczą cen zakupu nieruchomości, a nie czynszów.
Wzrost wartości mieszkań może być korzystny dla właścicieli, ale oznacza coraz wyższą barierę dla osób zamierzających kupić pierwszą nieruchomość.
To jeden z przykładów pokazujących, dlaczego szybki wzrost gospodarczy nie musi oznaczać równie szybkiej poprawy sytuacji wszystkich gospodarstw domowych.
Czy gospodarczy sukces Polski zmieni kierunki emigracji?
Dla Polaków pracujących w Niemczech, Szwajcarii czy Austrii zmiany w polskiej gospodarce mają szczególne znaczenie.
Przez dziesięciolecia jednym z głównych powodów emigracji zarobkowej były duże różnice wynagrodzeń między Polską a Zachodem.
Rosnące polskie płace i poprawa sytuacji na rynku pracy mogą zmieniać opłacalność wyjazdów.
Nie oznacza to jednak, że tempo wzrostu PKB przesądzi o masowych powrotach.
Decyzje emigrantów zależą również od stabilności zatrudnienia, kosztów mieszkań, możliwości zawodowych, sytuacji rodzinnej, dostępu do usług oraz bezpieczeństwa finansowego.
Znaczenie mają lata spędzone za granicą, zdobyte kwalifikacje i wypracowane uprawnienia emerytalne.
Dlatego proste przeliczanie franków czy euro na złotówki nie daje odpowiedzi na pytanie, gdzie żyje się lepiej.
Istotne jest to, jaki standard życia można osiągnąć z konkretnego dochodu i na ile jest on stabilny w dłuższej perspektywie.
Polska się zmienia, lecz ekonomiczne przyczyny emigracji zarobkowej nie zniknęły.
Awans gospodarki nie jest jeszcze końcem drogi
Publikacja SRF pokazuje istotną zmianę sposobu postrzegania Polski za granicą.
Kraj nie jest już wyłącznie dostawcą taniej siły roboczej. Dysponuje dużym rynkiem, rozwiniętym przemysłem, sektorem usług i przedsiębiorstwami konkurującymi międzynarodowo.
Dalszy sukces będzie jednak zależał od wzrostu produktywności, innowacyjności, dostępności mieszkań i warunków zatrudnienia.
Nie jest też zagwarantowany. Polska pozostaje silnie powiązana z europejską koniunkturą, w tym sytuacją najważniejszych partnerów handlowych.
Szwajcarskie uznanie dla polskiej gospodarki warto więc traktować jako potwierdzenie rzeczywistego awansu, a nie dowód, że proces doganiania Zachodu już się zakończył.
Polska coraz mocniej zaznacza swoją obecność w europejskiej gospodarce. Prawdziwą miarą tego sukcesu będzie jednak nie pozycja w rankingu PKB, lecz możliwość zapewnienia mieszkańcom dobrych dochodów, stabilnej pracy, dostępnych mieszkań i bezpieczeństwa finansowego.
Dopiero wtedy będzie można mówić, że za awansem gospodarki w podobnym tempie podąża poziom życia społeczeństwa.
Źródła i dokumentacja
Opracowanie na podstawie danych dostępnych do 11 października 2026 roku.
SRF, „Europa humpelt, Polen rennt: Das sind die Gründe”, 3.10.2026
Eurostat, wzrost PKB w drugim kwartale 2026 roku, 7.09.2026
Eurostat, bezrobocie w sierpniu 2026 roku, 1.10.2026
Eurostat, PKB i rzeczywiste spożycie na mieszkańca w 2025 roku
Eurostat, ceny nieruchomości w drugim kwartale 2026 roku
GUS, rozkład wynagrodzeń w kwietniu 2026 roku, publikacja z 7.10.2026
Federalny Urząd Statystyczny Szwajcarii, mediana wynagrodzeń w 2024 roku
Federalny Departament Spraw Zagranicznych Szwajcarii, stosunki gospodarcze z Polską, 22.05.2026
Biedronka
Biedronka
Biedronka

Przez Biedronka, w Pod powierzchnią ,

Biedronka

Przez Biedronka, w Pod powierzchnią ,

Treści i formaty autorskie. Inspiruj się uczciwie: podaj źródło.

Jeżeli jednak zamierzasz spartolić treść z tej strony, milcz i nie zostawiaj śladów, bo my się do Ciebie na pewno nie przyznamy. 😇🖕

Polacynasaksach 2025 Facebook Treści i formaty autorskie. Inspiruj się uczciwie: podaj źródło.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.