Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Polacynasaksach

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Życie, praca i inne komplikacje

Praca, przepisy, historia, codzienność i sprawy społeczne. Bez dekoracji, za to z uwagą- ponieważ emigracja rzadko mieści się w jednej rubryce, a życie jeszcze rzadziej.
Niemcy od lat wiedzą, że opieka live-in stoi jedną nogą w prawie pracy, a drugą w rzeczywistości, która nie zawsze chce się do niego dopasować. Teraz temat wraca z kilku stron naraz: sądy policzyły Bereitschaftsdienst, naukowcy proponują nowe zasady, branża sama domaga się bezpieczniejszych ram prawnych, a Zoll wzmacnia kontrole w pracochłonnych sektorach. Problem w tym, że pełne uporządkowanie live-in oznacza nie tylko lepszą ochronę opiekunek. Oznacza też znacznie wyższy rachunek za opiekę.

Model jest dobrze znany. Kobieta przyjeżdża z Polski, Rumunii albo Bułgarii, zamieszkuje u niemieckiego seniora, gotuje, sprząta, robi zakupy, pomaga przy ubieraniu, prowadzi gospodarstwo, dotrzymuje towarzystwa i pilnuje, żeby człowiek, który nie powinien zostać sam, przypadkiem sam nie został. W umowie ma trzydzieści albo czterdzieści godzin tygodniowo. Resztę organizuje życie, a życie nie zawsze czyta umowę.
Czasem senior śpi, czasem nie śpi. Czasem trzeba wstać raz, czasem pięć razy. Czasem opiekunka ma dwie godziny przerwy, podczas których może robić właściwie wszystko, pod warunkiem że nie wyjdzie z domu. Sama nazwa „24-Stunden-Betreuung” od dawna jest zresztą problematyczna, bo sugeruje, że jedna osoba może legalnie zapewniać opiekę przez całą dobę. Federalne Ministerstwo Zdrowia w swoim raporcie o live-in również wskazuje, że ten model w praktyce często rozmija się z przepisami o czasie pracy, odpoczynku i płacy minimalnej. BMG
Doba bowiem nadal ma 24 godziny. Tego nawet niemiecka biurokracja nie umie wydłużyć.
Potem przyszedł sąd i zepsuł prosty rachunek
W 2021 roku Bundesarbeitsgericht zajął się sprawą bułgarskiej opiekunki delegowanej do niemieckiego gospodarstwa domowego. W umowie miała 30 godzin pracy tygodniowo. Twierdziła jednak, że faktycznie pracowała lub pozostawała w gotowości od wczesnego rana do późnego wieczora, a nocą musiała słyszeć, czy seniorka nie potrzebuje pomocy.
Sąd stwierdził rzecz dla części branży dość nieprzyjemną: ustawowa płaca minimalna należy się nie tylko za normalną pracę, lecz także za Bereitschaftsdienst. Jeżeli pracownik musi pozostawać w określonym miejscu i być gotowy do podjęcia pracy, nie dysponuje tym czasem swobodnie. To nie jest zwykły odpoczynek. Das Bundesarbeitsgericht
Bundesarbeitsgericht nie uznał przy tym automatycznie każdej godziny spędzonej pod jednym dachem z seniorem za godzinę pracy. Nakazał ustalić, ile było faktycznej pracy, ile gotowości, a ile prawdziwego czasu wolnego. I właśnie to ostatnie pytanie jest dla live-in wyjątkowo niewygodne.
Jeżeli opiekunka może wyjść, pojechać do miasta, wyłączyć telefon i wrócić po kilku godzinach, ma wolne. Jeżeli natomiast ma „wolne”, ale senior nie może zostać sam, trzeba słyszeć wołanie i w razie potrzeby natychmiast reagować, czas wolny zaczyna być wolny głównie od wynagrodzenia.
Co więcej, sąd zaznaczył, że jeśli ustawodawca chciałby dla domowej opieki stworzyć specjalne zasady wynagradzania Bereitschaftsdienst, musi zrobić to ustawą. Sąd nie będzie sam konstruował tańszej wersji czasu pracy specjalnie dla live-in. Das Bundesarbeitsgericht
Czyli problem przestał być teoretyczny.
Branża wiedziała o tym wcześniej
W archiwalnym stanowisku związanym z Hausengel już wiele lat temu pisano, że oficjalny model zatrudniania opiekunek w gospodarstwach domowych nie rozwiązuje problemu czasu pracy, bo jego ustawowe limity są regularnie przekraczane. Pada tam nawet określenie „Ritt auf der Klinge”, jazda po ostrzu, w odniesieniu do godzin obecności nieuwzględnianych jako czas pracy. Autorzy przewidywali, że będzie tylko kwestią czasu, aż pracownicy pójdą do sądu i uzyskają wynagrodzenie również za te godziny. Hausengel
Potem przyszedł rok 2021 i Bundesarbeitsgericht właściwie odpowiedział: zgadza się.
Nie można więc powiedzieć, że problem spadł na branżę nagle. Raczej chodził po pokoju przez kilkanaście lat .
Do stołu usiadł już rząd
W 2024 roku wspólna grupa robocza Federalnego Ministerstwa Zdrowia, Federalnego Ministerstwa Pracy i urzędu pełnomocnika rządu ds. opieki przygotowała raport poświęcony właśnie stworzeniu „rechtssichere Grundlage”, czyli prawnie bezpiecznej podstawy dla live-in.
I ten raport jest znacznie ciekawszy od politycznych deklaracji, bo nie pudruje problemu. Wprost mówi, że w takich układach nierzadko ignorowane są przepisy dotyczące czasu pracy, odpoczynku i płacy minimalnej, pojawia się również ryzyko fikcyjnego samozatrudnienia. Sama obecność niemieckiej agencji pośredniczącej nie gwarantuje jeszcze legalnego modelu. BMG
Państwo wie więc nie tylko, że problem istnieje. Wie również, z czego się składa.
Raport pokazuje też, dlaczego live-in przez lata było sektorem wyjątkowo trudnym do kontrolowania. Miejscem pracy jest prywatne mieszkanie seniora. Nie można traktować go jak restauracji, budowy czy hali magazynowej i rutynowo chodzić od pokoju do pokoju z inspekcją. To tworzy naturalną lukę kontrolną.
Nie oznacza jednak, że kontrola jest niemożliwa. Można badać dokumentację, ewidencję czasu pracy, model zatrudnienia, wynagrodzenia i sposób organizowania usługi. I tu zaczyna się najciekawsza część: żeby zrozumieć, że coś się nie zgadza, nie trzeba złapać opiekunki przy łóżku o trzeciej nad ranem. Czasem wystarczy zapytać firmę, kto według jej dokumentów miał być przy seniorze wtedy, kiedy opiekunka oficjalnie już nie pracowała.
Jedna kobieta nie jest systemem zmianowym
Raport nie proponuje prostego zalegalizowania dotychczasowej praktyki. Nie mówi też: skoro senior potrzebuje człowieka przez całą dobę, przepisy o czasie pracy przestają obowiązywać.
Przeciwnie. Kierunek jest raczej taki, że live-in powinno być jednym z elementów opieki, a nie człowiekiem zastępującym cały system.
Czyli opiekunka plus rodzina, Pflegedienst, Tagespflege, ewentualnie inne formy wsparcia. Ktoś musi przejąć godziny, kiedy opiekunka naprawdę ma wolne. Ktoś musi zabezpieczyć noc, jeśli nocnego nadzoru rzeczywiście potrzeba.
I tu kończy się teoria, a zaczyna rachunek.
Zastępstwo kosztuje. Pflegedienst kosztuje. Tagespflege kosztuje. Druga osoba kosztuje. Noc także kosztuje. Legalna opieka nie staje się tańsza tylko dlatego, że pracownik przyjechał z Polski.
Problem live-in nigdy nie polegał więc wyłącznie na braku właściwego paragrafu. Polega na tym, że pełne zastosowanie istniejących paragrafów ujawnia rzeczywistą cenę opieki.
W 2026 roku kilka rzeczy zaczęło się zbiegać naraz
I właśnie dlatego obecny moment jest ciekawszy niż poprzednie lata.
W kwietniu 2026 roku projekt badawczy TriaDe przekazał Federalnemu Ministerstwu Zdrowia rekomendacje dotyczące przyszłości live-in. Powstały po pracy 35 ekspertów z nauki i praktyki. Projekt dotyczy między innymi opieki nad osobami z demencją świadczonej przez kobiety z Europy Wschodniej. Sam fakt, że rekomendacje trafiły bezpośrednio do BMG, pokazuje, że temat nie jest już wyłącznie domeną reportaży, organizacji społecznych i kancelarii prawnych. idw - Informationsdienst Wissenschaft
W maju powołano natomiast nowe gremium DIN, które ma przekształcić dotychczasową specyfikację dotyczącą opieki świadczonej przez mieszkające w gospodarstwie osoby z zagranicy w pełniejszą normę. W planowanych wymaganiach pojawiają się między innymi jasne odróżnienie live-in od „24-Stunden-Betreuung”, dokumentacja, przejrzystość, monitoring, procedury skargowe i możliwość audytowania podmiotów. din
A 22 września 2026 roku Hausengel zgłosił w oficjalnym Lobbyregister Bundestagu przedsięwzięcie dotyczące „Weiterentwicklung der rechtlichen Rahmenbedingungen der Live-in-Pflege einschließlich PNOG”. W opisie padają organizacja, finansowanie, jakość, modele transgraniczne, prawo pracy i ubezpieczenia społeczne. Celem ma być stworzenie prawnie bezpiecznych zasad dla tego rynku. Lobbyregister beim Deutschen Bundestag
To oczywiście nie jest projekt rządu i nie wolno przedstawiać tego tak, jakby Bundestag właśnie uchwalał ustawę o live-in. Jest to stanowisko podmiotu branżowego próbującego wpłynąć na proces legislacyjny.
Ale sam sygnał jest ciekawy.
Kiedy o nowe ramy prawne zaczyna prosić również branża, trudno już twierdzić, że wszystko działa znakomicie i wystarczy niczego nie ruszać.
Branża też zaczyna szukać wyjścia
Hausengel w swoim wcześniejszym stanowisku proponował między innymi umożliwienie zatrudniania live-in przez licencjonowany ambulatoryjny Pflegedienst. Argument był prosty: prywatne gospodarstwo domowe nie zawsze potrafi prawidłowo organizować czas pracy, odpoczynek, zastępstwa i dokumentację. Profesjonalny podmiot mógłby te obowiązki przejąć oraz własnym personelem zabezpieczać godziny wolne i nieobecności opiekunki. Hausengel
To już nie jest próba udowodnienia, że dwadzieścia cztery godziny jednak mieszczą się w ośmiu.
To próba zbudowania systemu, w którym ktoś rzeczywiście zastępuje opiekunkę, kiedy ta przestaje pracować.
I natychmiast wraca pytanie o pieniądze.
Jeżeli dodatkowe elementy opieki mają być świadczone profesjonalnie, część branży chce, żeby dało się je szerzej finansować w ramach Pflegeversicherung. Innymi słowy: im bardziej legalny i uporządkowany staje się model, tym bardziej trzeba zdecydować, kto dopłaci do jego prawdziwej ceny.
A tymczasem Zoll przestał się nudzić
Równolegle Niemcy wyraźnie wzmacniają aparat kontroli nielegalnego zatrudnienia. W lipcu 2026 roku Federalne Ministerstwo Finansów zapowiedziało około 1500 dodatkowych możliwości zatrudnienia w Zoll oraz dalsze wzmacnianie kompetencji Finanzkontrolle Schwarzarbeit. Minister finansów Lars Klingbeil mówił także o nowych uprawnieniach cyfrowych. Celem ma być między innymi skuteczniejsze zwalczanie pracy na czarno i wyzysku ludzi. Bundesministerium der Finanzen
Pod koniec września można było zobaczyć, jak wygląda to w praktyce.
26 września około 2200 funkcjonariuszy Zoll przeprowadziło ogólnokrajową Schwerpunktprüfung w branży fryzjerskiej i kosmetycznej. Kontrolowano fryzjerów, barbershopy, kosmetykę i studia paznokci. Sprawdzano płacę minimalną, zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych, składki, nielegalne zatrudnienie i fikcyjne samozatrudnienie. Presseportal
Nie dlatego, że niemieckie państwo nagle zainteresowało się fryzurami.
Od 2026 roku fryzjerstwo i kosmetyka znalazły się w katalogu sektorów objętych szczególnymi obowiązkami wynikającymi z ustawy o zwalczaniu pracy na czarno. W tym samym katalogu są między innymi budownictwo, gastronomia, transport, sprzątanie budynków i ochrona. Opieki live-in tam obecnie nie ma. Gesetze im Internet
To bardzo ważne zastrzeżenie.
Nie ma dziś podstaw do pisania, że Zoll szykuje ogólnokrajowe naloty na polskie opiekunki.
Nie ma też podstaw, żeby przedstawiać live-in jako kolejny oficjalnie ogłoszony cel FKS.
Ale równie trudno nie zauważyć kierunku.
Państwo zwiększa liczbę ludzi, rozwija narzędzia cyfrowe, wzmacnia FKS i coraz bardziej koncentruje kontrole na sektorach uznawanych za ryzykowne. Równocześnie inne federalne instytucje od kilku lat mają na biurku raport mówiący, że live-in ma problem z czasem pracy, płacą minimalną, odpoczynkiem i fikcyjnym samozatrudnieniem.
Te dwa procesy jeszcze nie zostały formalnie połączone.
Ale krążą już po tym samym pokoju.
Czy opiekunka powinna się bać?
Nie ma sensu budować wokół Zollu atmosfery obławy.
Jeżeli opiekunka pracuje legalnie, posiada prawidłowe dokumenty, a jej status zatrudnienia jest zgodny z rzeczywistością, sama kontrola nie czyni z niej sprawcy naruszenia. W sporze dotyczącym nieopłaconego Bereitschaftsdienst czy fałszywie wykazanego czasu pracy to właśnie jej prawa mogą być naruszone.
Oczywiście inaczej wygląda sytuacja osoby świadomie pracującej całkowicie na czarno czy uczestniczącej w fikcyjnym samozatrudnieniu. To jednak inny przypadek niż pracownica, która ma umowę i prawidłowe dokumenty, lecz firma organizuje jej pracę w sposób niemożliwy do pogodzenia z zapisanymi godzinami.
Dlatego dla legalnie pracującej opiekunki ciekawsze pytanie brzmi nie: „czy mam bać się Zollu?”, lecz: „czy moja firma ma się czego bać, jeżeli ktoś porówna moją umowę z rzeczywistością?”.
Bo dokument A1 nie zamienia siedemdziesięciu godzin w czterdzieści.
Prawidłowe odprowadzanie składek nie powoduje, że nocny dyżur staje się prywatnym snem.
A słowo „Freizeit” w planie dnia nie daje czasu wolnego osobie, która nie może odejść od seniora.
Najważniejsze pytanie warto zadać przed wyjazdem
Właśnie dlatego przy wyborze zlecenia warto pytać nie tylko o pieniądze, pokój, internet i liczbę pobudek.
Warto zapytać: kto przejmuje odpowiedzialność za seniora, kiedy ja mam wolne?
Rodzina? Pflegedienst? Tagespflege? Druga osoba? Nocna służba?
Jeżeli odpowiedź brzmi: „jakoś sobie poradzimy”, doświadczenie podpowiada, że osoba odpowiedzialna za „jakoś” właśnie siedzi po drugiej stronie rozmowy i jeszcze o tym nie wie.
Warto też prowadzić własną prostą ewidencję godzin. Nie po to, żeby przyjeżdżać na każde zlecenie z temperamentem prokuratora. Po prostu po kilku tygodniach człowiek pamięta, że wstawał w nocy często, ale znacznie gorzej pamięta, czy w środę były trzy pobudki, czy pięć i czy dwugodzinna przerwa rzeczywiście była przerwą.
Wyrok Bundesarbeitsgericht pokazał, że właśnie faktyczny rozkład pracy, gotowości i czasu wolnego może być kluczowy. Das Bundesarbeitsgericht
Niemcy nie mają problemu z prawem. Mają problem z rachunkiem
Bo prawo jest tutaj akurat dość dobrze znane.
Praca kosztuje.
Bereitschaftsdienst kosztuje.
Człowiek potrzebuje odpoczynku.
Jeżeli ma naprawdę wolne, ktoś musi go zastąpić.
I właśnie w tym miejscu cała opowieść o live-in zaczyna boleć.
Pełne egzekwowanie zasad oznacza, że potrzeba więcej ludzi, więcej usług i więcej pieniędzy. Tego rachunku nie da się zaczarować zmianą nazwy usługi.
Przez lata część kosztu była po prostu przesuwana na pracownika. Nie zawsze poprzez niskie wynagrodzenie. Czasem godzinami, których nie wpisano. Nocą uznaną za sen. Przerwą, podczas której należało zostać w domu. Wolnym dniem, który przestał być wolny, bo rodzina jednak nie znalazła zastępstwa.
W Excelu wszystko mogło wyglądać przyzwoicie.
Excel nie cierpi na brak snu.
I tu wraca największy problem Niemiec
Jeżeli państwo zacznie konsekwentnie porządkować live-in, nie wystarczy powiedzieć firmom, czego im nie wolno.
Trzeba jeszcze odpowiedzieć, czym zastąpić dotychczasowy model.
Senior nie przestanie potrzebować pomocy dlatego, że urząd prawidłowo policzył godziny.
Nazajutrz rano ktoś nadal musi pomóc mu wstać, umyć się, zrobić śniadanie i bezpiecznie przeżyć dzień. Wieczorem ktoś musi zostać, jeżeli człowiek nie może zostać sam.
Dlatego live-in jest dla Niemiec dużo bardziej niewygodne niż przeciętna branża kontrolowana przez FKS.
Nie chodzi tylko o rynek pracy.
Chodzi o kawałek systemu opieki.
I to chyba najlepiej tłumaczy, dlaczego Niemcy zajmują się nim tak długo i tak ostrożnie.
Za słaba regulacja oznacza tolerowanie nadużyć. Zbyt gwałtowne uporządkowanie może sprawić, że część rodzin zostanie bez rozwiązania, na którym opierała swoją domową opiekę.
Ale coś jednak zaczyna się ruszać
Nie ma dziś jednej ustawy, która rozwiązuje problem live-in, ani oficjalnej zapowiedzi wielkiej akcji Zoll przeciw temu sektorowi.
Nie ma też gotowego modelu finansowania, który sprawi, że prawidłowo zorganizowana opieka nagle stanie się tania.
Są jednak rzeczy, których kilka lat temu nie było obok siebie w takim nagromadzeniu: rządowy raport o prawnie bezpiecznym live-in, wyrok Bundesarbeitsgericht, nowe rekomendacje naukowców, prace DIN nad bardziej jednoznacznym standardem, formalne zabiegi branży o zmianę ram prawnych oraz równoległe wzmacnianie FKS i kontroli w innych pracochłonnych sektorach. BMG
Żaden z tych elementów osobno nie oznacza, że Niemcy właśnie ruszyły na live-in.
Razem pokazują jednak, że dotychczasowy stan coraz trudniej traktować jako rozwiązanie docelowe.
Państwo już wie, gdzie jest problem. Sąd powiedział, jak należy traktować gotowość. Branża sama prosi o bardziej jednoznaczne reguły. Naukowcy przedstawiają propozycje. Organy kontroli dostają coraz lepsze narzędzia.
Pozostaje najdroższe pytanie.
Kto zapłaci za system, w którym opiekunka naprawdę pracuje tyle, ile ma pracować, naprawdę odpoczywa wtedy, kiedy ma odpoczywać, a senior mimo to nie zostaje sam?

Biedronka
Biedronka
Dziesięć lat po referendum Brexit miał być sprawą zamkniętą.
Wielka Brytania wyszła z Unii Europejskiej, zbudowała nowe zasady handlu, odzyskała formalną swobodę prowadzenia własnej polityki i przez kolejne lata brytyjscy politycy ostrożnie omijali jedno pytanie:
A co, jeśli ten kierunek kiedyś trzeba będzie zmienić?
Pod koniec września 2026 roku pytanie wróciło.
Premier Andy Burnham powiedział, że Wielka Brytania powinna rozważyć różne warianty swojej przyszłej relacji z Unią. Pozostanie przy obecnym modelu, unię celną, ponowne wejście na jednolity rynek, a nawet pełne członkostwo.
Nie zapowiedział powrotu do UE.
Zrobił jednak coś, co jeszcze niedawno byłoby politycznie znacznie trudniejsze: uznał ponowne członkostwo za jeden z wariantów, o których można publicznie rozmawiać.
Brexit nie zniknął razem z kolejkami na granicach
Brytyjska debata zmienia się również dlatego, że skutki wyjścia z Unii można już mierzyć nie tylko politycznymi deklaracjami.
Brytyjskie Office for Budget Responsibility nadal zakłada, że obecne stosunki handlowe z UE obniżą długoterminową produktywność brytyjskiej gospodarki o około 4 procent w porównaniu ze scenariuszem pozostania w Unii. Główną przyczyną mają być bariery pozataryfowe utrudniające wymianę handlową.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy problem brytyjskiej gospodarki można wpisać do rubryki „Brexit”.
Pandemia, ceny energii, inflacja, stopy procentowe i sytuacja międzynarodowa również zrobiły swoje.
Ale coraz trudniej twierdzić, że nowe bariery handlowe nie mają znaczenia.
I właśnie gospodarka staje się jednym z najmocniejszych argumentów za ponownym zbliżeniem z kontynentem.
Co ciekawe, Wielka Brytania już wraca. Tylko małymi krokami
Polityczna dyskusja brzmi spektakularnie, ale znacznie ciekawsze rzeczy dzieją się trochę ciszej.
W 2027 roku Wielka Brytania ponownie wejdzie do programu Erasmus+. Umowa została już podpisana, a brytyjski rząd szacuje, że w pierwszym roku może z niej skorzystać ponad 100 tysięcy osób.
Trwają również prace nad nowym porozumieniem dotyczącym żywności, produktów rolnych, zwierząt i roślin. Planowana umowa SPS ma ograniczyć część kontroli, dokumentów i kosztów, które pojawiły się po Brexicie. Jej wejście w życie planowane jest na połowę 2027 roku.
Londyn i Bruksela negocjują również współpracę dotyczącą między innymi handlu energią, systemów emisji oraz programu mobilności dla młodych ludzi.
Nie wygląda to jeszcze jak cofanie Brexitu.
Wygląda raczej jak mozolne zszywanie części połączeń, które wcześniej przecięto.
I tutaj zaczyna się paradoks
Jednym z głównych argumentów Brexitu było odzyskanie swobody ustalania własnych zasad.
Tymczasem nowe porozumienia z UE mogą wymagać ponownego dostosowywania części brytyjskich regulacji do przepisów unijnych.
Dobrym przykładem jest przygotowywana umowa SPS. Brytyjski rząd sam informuje przedsiębiorców, że w objętych nią dziedzinach przepisy Wielkiej Brytanii będą aktualizowane wraz ze zmianami prawa unijnego. Londyn ma uczestniczyć w procesie konsultacyjnym, ale nie odzyskuje przez to prawa głosu właściwego państwu członkowskiemu.
To prowadzi do bardzo niewygodnego pytania.
Jeżeli Wielka Brytania chce mieć łatwiejszy dostęp do europejskiego rynku i w tym celu ponownie dostosowuje część własnych przepisów do UE, to gdzie właściwie znajduje się dziś granica między niezależnością a praktyczną koniecznością współpracy?
Powrót do Unii nie byłby powrotem do roku 2016
Tu jednak warto ostudzić polityczne fajerwerki.
Ewentualne ponowne członkostwo nie oznaczałoby po prostu wyciągnięcia starej brytyjskiej karty członkowskiej z szuflady.
Wielka Brytania musiałaby negocjować warunki od początku, a jej dawne wyjątki i rabaty nie musiałyby zostać przywrócone. Samo wejście na jednolity rynek oznaczałoby również zaakceptowanie jego zasad, w tym swobodnego przepływu osób.
Dlatego pomiędzy obecnymi stosunkami z UE a pełnym członkostwem istnieje całe spektrum rozwiązań.
Unia celna.
Jednolity rynek.
Dalsze umowy sektorowe.
Albo pozostanie przy obecnym modelu.
Burnham zapowiedział, że właśnie te warianty mają zostać poddane ocenie pod względem tego, co jest możliwe i jakie przyniosłoby korzyści oraz koszty.
Największa zmiana wydarzyła się jednak gdzie indziej
Nie na granicy.
Nie w Brukseli.
Nawet nie w kolejnej umowie handlowej.
Zmienił się język brytyjskiej polityki.
Jeszcze niedawno pytanie o powrót do Unii mogło zakończyć rozmowę szybciej niż ją rozpocząć. Dziś brytyjski premier może wymienić ponowne członkostwo obok unii celnej i jednolitego rynku jako jeden z wariantów przyszłości.
To nadal bardzo długa droga od rozmowy do decyzji.
Ale Brexit miał kiedyś zakończyć brytyjską dyskusję o miejscu kraju w Europie.
Dziesięć lat później wygląda raczej na to, że rozpoczął jej kolejny rozdział.
Biedronka
Biedronka
Jeszcze kilka lat temu o Alternative für Deutschland można było mówić jako o partii protestu, szczególnie silnej na wschodzie kraju. Dziś to już zdecydowanie za mało. Po wyborach landowych we wrześniu 2026 roku AfD zajęła pierwsze miejsce w Meklemburgii-Pomorzu Przednim, a w Berlinie osiągnęła swój najlepszy wynik w historii tamtejszych wyborów. Jednocześnie tradycyjne partie centrum tracą wyborców, a tworzenie większości staje się coraz trudniejsze.
I właśnie tutaj zaczyna się ciekawsza część tej historii. Nie chodzi już wyłącznie o to, ile procent zdobywa AfD. Ważniejsze jest pytanie: co jej rosnąca siła zmienia, nawet jeśli partia nie obejmuje władzy?
Coraz trudniej udawać, że AfD nie ma
Przez lata niemieckie partie głównego nurtu stosowały wobec AfD zasadę nazywaną Brandmauer – politycznym murem przeciwko współpracy z nią.
Problem polega na tym, że im większa część parlamentu przypada AfD, tym trudniej budować większość bez coraz bardziej skomplikowanych koalicji. Reuters po wrześniowych wyborach zwracał uwagę, że fragmentacja sceny politycznej coraz częściej wymusza sojusze trzech partii.
AfD nie musi więc wejść do rządu, aby wpływać na sposób, w jaki inni tworzą rządy.
A sam mur zaczyna być testowany także na poziomie lokalnym. We wrześniu rada miasta Heidenau w Saksonii zagłosowała przeciw instalowaniu kolejnych Stolpersteine, czyli tabliczek upamiętniających ofiary nazizmu. Za rozwiązaniem głosowali przedstawiciele zarówno AfD, jak i CDU, co natychmiast wywołało kolejną debatę o granicach współpracy między tymi partiami.
Państwo zaczyna zastanawiać się nad własnymi zabezpieczeniami
Wzrost AfD wywołuje również pytania, które jeszcze niedawno brzmiały dość teoretycznie.
Po wynikach ostatnich wyborów niemieckie służby i politycy zaczęli dyskutować, jak chronić poufne informacje, gdyby partie uznawane przez niektóre urzędy ochrony konstytucji za ekstremistyczne przejęły kontrolę nad administracją landową.
W Saksonii-Anhalt tamtejszy urząd ochrony konstytucji klasyfikuje AfD jako organizację prawicowo-ekstremistyczną. Sama partia odrzuca zarzuty dotyczące ekstremizmu i powiązań z Rosją. Reuters informował pod koniec września, że niemieckie służby przygotowują rozwiązania dotyczące dostępu przyszłych władz landowych do szczególnie wrażliwych informacji.
To już nie jest spór prowadzony wyłącznie w telewizyjnym studiu. To pytanie o funkcjonowanie instytucji państwa.
Migracja i świadczenia przesuwają się w centrum debaty
Wpływ AfD widać również tam, gdzie jej postulaty zaczynają wyznaczać tematy, na które muszą odpowiadać pozostałe partie.
Migracja jest tu najbardziej oczywistym przykładem.
AfD domaga się między innymi ostrzejszych kontroli granicznych, ograniczenia świadczeń dla części cudzoziemców oraz znacznie bardziej restrykcyjnej polityki azylowej. W swoim programie opowiada się również przeciwko podwójnemu obywatelstwu jako zasadzie oraz za ograniczaniem dostępu obywateli innych państw UE do niemieckich świadczeń socjalnych.
Nie oznacza to, że postulaty te automatycznie stają się prawem.
Zmieniają jednak punkt ciężkości dyskusji. Inne partie muszą odpowiadać wyborcom również na pytania, które AfD konsekwentnie stawia na pierwszym planie.
To samo dotyczy Europy
AfD postuluje znaczne ograniczenie integracji europejskiej. W programie partii zapisano, że jeżeli proponowana przez nią reforma Unii Europejskiej nie byłaby możliwa, dopuszcza ona wyjście Niemiec z obecnych struktur UE lub ich rozwiązanie i zastąpienie luźniejszą wspólnotą gospodarczą.
Przy rosnącym poparciu dla partii takie postulaty przestają należeć wyłącznie do politycznego marginesu debaty. Muszą się do nich odnosić ugrupowania rządzące, media, organizacje gospodarcze i sami wyborcy.
Największa zmiana może zachodzić jeszcze zanim AfD zacznie rządzić
I być może właśnie to najlepiej opisuje obecną sytuację.
Wpływ partii politycznej nie zaczyna się dopiero w chwili, kiedy jej ministrowie zajmują gabinety.
Może zacząć się wcześniej – kiedy inne partie zmieniają język, koalicje stają się trudniejsze, administracja przygotowuje się na nowe scenariusze, a tematy wcześniej uznawane za politycznie skrajne trafiają do głównego nurtu debaty.
AfD nie musi więc jeszcze otwierać drzwi do każdego niemieckiego urzędu.
Wystarczy, że coraz częściej decyduje o tym, wokół czego toczy się rozmowa po drugiej stronie tych drzwi.
Biedronka
Biedronka
Pamięć potrafi być wybredna. Zabiera śniadanie sprzed dwóch godzin, a zostawia czerwoną sukienkę sprzed sześćdziesięciu lat, zapach mokrego płaszcza i muzykę z dawnej Wiesn. Rzeczywistość posiada papiery, daty i kalendarz. Nie zawsze jednak posiada dobre maniery.

Zosia włączyła telewizor bez żadnego szczególnego zamiaru. Telewizor w domu starszego człowieka ma zresztą wiele obowiązków, z których oglądanie programu nie zawsze jest najważniejsze. Ma gadać, mrugać światłem i sprawiać, że mieszkanie nie jest takie ciche, jak potrafi być mieszkanie, w którym zegar chodzi głośniej od ludzi.
Na ekranie było Monachium. Oktoberfest. Tłum falował, orkiestra grała z zapałem godnym lepszej sprawy, panowie w Lederhosen unosili kufle, a kufle były tak potężne, że Zosia pomyślała, iż z dwóch można by zbudować całkiem przyzwoity stolik nocny.
Gottfried nie zwracał dotąd na telewizor najmniejszej uwagi. Od dziesięciu minut zajmował się guzikiem u swetra. Guzik nie chciał współpracować. Gottfried również. Było więc jasne, że zwycięzcy w tym sporze nie będzie.
Nagle jednak stary pan podniósł głowę i spojrzał na ekran.
Coś się stało. Nie coś wielkiego. Nie było błysku, muzyka nie ucichła, żaden anioł nie zstąpił z sufitu. Po prostu twarz Gottfrieda, jeszcze przed chwilą zagniewana na guzik, zrobiła się młodsza. Nie o pięć lat. O wiele więcej.
– Wir müssen los.
Zosia spojrzała na niego.
– Wohin?
Gottfried aż odchylił głowę. W jego spojrzeniu pojawiło się współczucie dla osoby, która najwyraźniej nie rozumie rzeczy najbardziej oczywistych.
– Na Wiesn. Leni czeka.
I w tej chwili Zosia przestała być opiekunką siedzącą w niemieckim salonie w roku 2026. Została kimś stojącym przed drzwiami, które właśnie otworzyły się sześćdziesiąt lat wstecz.
Leni znała. Oczywiście nie osobiście. Leni mieszkała na komodzie. Na pierwszym zdjęciu była dziewczyną o jasnych włosach. Na drugim panną młodą. Na następnym trzymała dziecko, potem stała przy samochodzie, którego marka była dla Gottfrieda zagadnieniem równie ważnym jak dla innych ludzi polityka zagraniczna. Dalej była już starszą panią na balkonie. Na ostatnim zdjęciu miała siwe włosy.
Leni nie żyła od bardzo dawna. Gottfried tego wieczoru najwyraźniej o tym nie pamiętał.
Za to pamiętał, że na Wiesn miała czerwoną sukienkę. Nie tę w kwiatki. Czerwoną. Pamiętał, że się spóźniła, że padało, że Franz wylał piwo na buty i że ktoś grał tak głośno, iż Leni nic nie słyszała, choć Gottfried podobno mówił rzeczy bardzo ważne.
Jakie?
Tego już nie pamiętał.
Pamięć ma bowiem własne poczucie humoru. Potrafi wyrzucić do kosza rzecz wielką, a ocalić zupełny drobiazg. Nie pamiętać obiadu sprzed dwóch godzin, lecz przechowywać przez sześćdziesiąt lat czerwony materiał sukienki. Zapomnieć nazwisko pielęgniarki, która była rano, ale pamiętać mokre buty Franza z roku, którego opiekunka nawet nie potrafiłaby odgadnąć.
W chorobie Alzheimera takie wędrówki nie należą do rzadkości. To, co wydarzyło się niedawno, może rozpadać się wcześniej, podczas gdy starsze wspomnienia, szczególnie mocno związane z emocjami, potrafią pozostać zadziwiająco trwałe. Czasem wystarczy muzyka, zapach, zdjęcie albo jedno słowo i drzwi się otwierają.
Polska opiekunka przyjeżdżająca do pracy w niemieckim domu dostaje więc coś więcej niż listę leków, plan dnia i informację, że Herr Gottfried lubi herbatę bez cukru. Dostaje człowieka. A człowiek przychodzi razem ze swoim magazynem.
W magazynie bywają rzeczy poukładane wzorowo. Ale bywają również pudełka bez napisów, szuflady, których nikt od pół wieku nie otwierał, i drzwi, zza których nagle wychodzi Leni w czerwonej sukience.
Czasem taki powrót jest przyjemny. Senior opowiada o pierwszym samochodzie, pierwszej pracy, tańcach, wycieczkach czy dzieciach. Nagle prostuje się w fotelu i przez kilka minut nie jest schorowanym osiemdziesięciopięciolatkiem, tylko młodym chłopakiem, który miał dwadzieścia dwa lata i był przekonany, że świat został stworzony głównie po to, żeby on miał gdzie chodzić.
Bywa jednak inaczej. Za jednymi drzwiami stoi Leni. Za drugimi wojna. Za następnymi głód, ucieczka, śmierć rodziców, bombardowanie, utrata domu albo ktoś, o kim rodzina nigdy opiekunce nie wspomniała.
I wtedy może wydarzyć się coś jeszcze dziwniejszego. Senior nie wspomina przeszłości. On w niej jest.
Dla Zosi jest niedziela, salon, telewizor i herbata. Dla niego trzeba zaraz wychodzić do pracy. Albo odebrać dziecko ze szkoły. Albo mama czeka. Albo Leni stoi gdzieś pod namiotem na Oktoberfest i zapewne zaczyna się już złościć, bo Gottfried znowu się spóźnia.
Pierwszy odruch bywa prosty: przecież Leni nie żyje, przecież pan ma osiemdziesiąt kilka lat, fabrykę zamknęli trzydzieści lat temu, mama nie przyjdzie, to było dawno.
Wszystko się zgadza. Rzeczywistość posiada papiery, daty, akty zgonu i kalendarz.
Nie zawsze jednak posiada dobre maniery.
Zosia mogłaby poinformować Gottfrieda, że Leni umarła. Mogłaby wygrać. Bezapelacyjnie. Stary człowiek z chorobą Alzheimera zostałby pokonany przy pomocy faktów. Triumf byłby zupełny. Brakowałoby tylko fanfar.
Zosia jednak spojrzała na niego i zapytała:
– A ładnie wyglądała w tej czerwonej sukience?
Gottfried uśmiechnął się.
– Sehr schön.
I zaczął opowiadać.
Nie zawsze trzeba człowieka wyciągać siłą z miejsca, do którego zabrała go pamięć. Czasem ważniejsze jest usłyszeć, co naprawdę kryje się pod jego słowami. Tęsknota? Niepokój? Potrzeba bezpieczeństwa? A może zwyczajna radość, że oto przez chwilę znów jest młody i ktoś na niego czeka?
Nie oznacza to oczywiście, że opiekunka ma zostać wspólniczką w każdej wyprawie do roku 1964. Gdy Gottfried siedzi w fotelu i opowiada o Leni, można z nim chwilę posiedzieć. Gdy o drugiej w nocy zakłada płaszcz, bo musi stawić się w fabryce na ranną zmianę, sytuacja robi się znacznie mniej poetycka.
Demencja potrafi bowiem być wzruszająca tylko przez chwilę. Potem przypomina, że jest chorobą.
Właśnie dlatego tak wiele w opiece znaczy znajomość biografii seniora, nie tylko jego chorób, leków i diagnoz. Kim był? Gdzie mieszkał? Co robił? Jak miała na imię żona? Czy miał rodzeństwo? Jakiej muzyki słuchał? Czego się bał? Co było dla niego ważne? Czy jeździł na Oktoberfest z zachwytem, czy może uważał Wiesn za hałaśliwe zgromadzenie ludzi, którym dano za duże kufle?
Takie drobiazgi mogą któregoś dnia okazać się ważniejsze niż niejeden formularz. Są mapą. Kiedy człowiek zaczyna gubić teraźniejszość, próbuje czasem wracać według znaków, które jeszcze rozpoznaje.
Wieczorem Gottfried nigdzie nie pojechał. Zosia zrobiła herbatę. Na ekranie orkiestra grała dalej, a Gottfried wystukiwał palcami rytm na poręczy fotela.
O Leni już nie pytał.
Może była wystarczająco blisko. Może przez chwilę siedziała obok. Może miała czerwoną sukienkę. A może Gottfried po prostu zapomniał, że przed chwilą chciał wychodzić.
W chorobie Alzheimera jedno nie wyklucza drugiego.
Zosia poprawiła mu koc. Telewizor gadał, zegar tykał, a Gottfried uśmiechał się do czegoś, czego ona nie mogła zobaczyć.
I może właśnie na tym polega czasem dobra opieka. Nie na tym, żeby za wszelką cenę sprowadzić człowieka do naszego czasu. Czasem trzeba przez chwilę postać przy drzwiach do jego.
Zwłaszcza gdy po drugiej stronie gra muzyka i ktoś jeszcze czeka na Wiesn.

Biedronka
Biedronka
Krótka rozmowa, kilka pytań, poziom wpisany. Procedura zakończona. Tylko czy osoba wystawiająca ocenę rzeczywiście ma kompetencje, by rozpoznać różnicę między A2, B1 i B2? Od tej odpowiedzi może zależeć znacznie więcej niż jedna rubryka w formularzu.
Kto właściwie ocenia język opiekunki?
Znajomość języka niemieckiego należy do podstawowych kwalifikacji opiekunki wyjeżdżającej do pracy w Niemczech, wobec czego należy ją sprawdzić, zanim opiekunka zostanie wysłana do Niemiec, gdzie sprawdzenie nastąpi już samo, lecz w warunkach znacznie mniej dogodnych. W tym celu rekruterka zadaje kandydatce kilka pytań, kandydatka odpowiada, a następnie ustala się poziom jej znajomości języka. Może to być A2, B1, B2 albo, jeżeli zachodzi potrzeba większej elastyczności, poziom podstawowy, komunikatywny lub dobry. System posiada tę niewątpliwą zaletę, że prowadzi do wyniku.
Pewna trudność powstaje dopiero wtedy, gdy osoba mająca wynik ustalić zna niemiecki słabiej od osoby poddawanej ustaleniu. Nie stanowi to jednak przeszkody formalnej, gdyż pytania pozostają pytaniami, kandydatka pozostaje kandydatką, a rubryka przeznaczona do wpisania poziomu nadal znajduje się na swoim miejscu. Wystarczy zatem przeprowadzić procedurę.
Najkorzystniej przebiega ona wówczas, gdy kandydatka odpowiada zgodnie z przewidywaniami. Na pytanie, jak długo pracuje w Niemczech, odpowiada, że pięć lat. Na pytanie o demencję odpowiada, że doświadczenie posiada. Na pytanie o obowiązki wymienia obowiązki. W ten sposób uzyskane zostają odpowiedzi na pytania, które zostały zadane, co należy uznać za sukces rozmowy.
Bardziej kłopotliwe są osoby, które zamiast odpowiadać, zaczynają rozmawiać. Rozwijają myśl, używają potocznych zwrotów, dodają szczegóły, żartują, a niekiedy zadają pytania własne, chociaż nie były o to proszone. Liczba elementów nieprzewidzianych wzrasta wtedy w sposób utrudniający płynne przejście do następnego punktu formularza. Może się ponadto okazać, że rekruterka nie zna użytego wyrażenia, nie rozumie regionalizmu albo traci orientację w dłuższej wypowiedzi. Należy wtedy ustalić, czy trudność wystąpiła po stronie kandydatki, czy po stronie osoby ją oceniającej. Z punktu widzenia dokumentacji rozwiązanie pierwsze jest prostsze, ponieważ formularz zawiera rubrykę dotyczącą poziomu kandydatki, natomiast rubryki dotyczącej aktualnej granicy językowej rekruterki zwykle w nim nie przewidziano.
W ten sposób ograniczenie osoby oceniającej może zostać zapisane jako ograniczenie osoby ocenianej, przy czym dokumentacja nie ponosi z tego powodu żadnego uszczerbku. Przeciwnie, zostaje uzupełniona. Szczególnie porządkująco działa zastosowanie oznaczenia A2, B1 albo B2, gdyż litera połączona z cyfrą posiada większą powagę niż zdanie: „wydaje mi się, że pani mówi całkiem dobrze”.
Egzaminy certyfikatowe dochodzą do tych samych liter drogą dłuższą. Sprawdzają różne sprawności językowe, wymagają odpowiednio przygotowanych zadań oraz osób potrafiących ocenić ich wykonanie. Jest to niewątpliwie rozwiązanie czasochłonne. W procesie rekrutacji można je uprościć, zadając kilka pytań i wpisując B1. Rezultat formalny jest podobny, oszczędność czasu znaczna.
Sama procedura nie posiada wprawdzie zdolności językowych, podobnie jak formularz nie rozumie niemieckiego, musi więc istnieć ktoś, kto tę część pracy wykona. Trudność pewna zachodzi wtedy, gdy kompetencja osoby oceniającej kończy się wcześniej niż kompetencja osoby ocenianej. Można oczywiście liczyć na to, że stanowisko uzupełni brakującą różnicę. Literatura zna już eksperymenty, w których operacja miała doprowadzić do przemiany jakościowej. Profesor Preobrażeński dysponował przynajmniej laboratorium.
Dopóki wynik pozostaje w systemie, szkody są niewielkie. Problem rozpoczyna się w chwili, gdy opuszcza on system razem z opiekunką. Jeżeli poziom został zaniżony, kobieta może nie otrzymać zlecenia odpowiadającego jej rzeczywistym możliwościom albo otrzymać niższą stawkę. Jeżeli został zawyżony, może pojechać tam, gdzie wymagana jest swobodna komunikacja z seniorem, rodziną, lekarzem i personelem medycznym. W pierwszym przypadku traci opiekunka, w drugim stracić może również senior. Dla formularza różnica pozostaje jednak niewielka, ponieważ w obu przypadkach poziom został wpisany.
Najłatwiej niedoszacować osoby, które niemieckiego nauczyły się podczas wieloletniej pracy. Ich język bywa niepodręcznikowy. Rodzajnik czasem zmienia właściciela, czasownik zajmuje miejsce mniej stosowne, a szyk zdania nosi ślady regionu, w którym przez lata przebywano. Mimo to osoba taka rozumie seniora, rozmawia przez telefon, dogaduje się z lekarzem, pielęgniarką i rodziną. Język okazuje się więc mało elegancki, lecz uporczywie skuteczny, co dla systemu oceny może być okolicznością nieco niewygodną.
W odwrotnym przypadku kandydatka potrafi świetnie odpowiedzieć na pytania rekrutacyjne, zna podstawowe słownictwo i przez kilka minut prezentuje się bardzo dobrze. Następnie jedzie do Niemiec, gdzie senior mówi niewyraźnie, córka szybko, lekarz rzeczowo, a telefon, z braku odpowiedniego wychowania, nie stosuje się do pytań przygotowanych przez dział rekrutacji. Wtedy poziom B1 spotyka język niemiecki w warunkach naturalnych. Spotkanie to nie zawsze kończy się potwierdzeniem wcześniejszych ustaleń.
W opiece rezultat takiego spotkania ma znaczenie praktyczne. Trzeba zrozumieć, czy senior przyjął lek, czy się przewrócił, gdzie go boli i co przed chwilą powiedziała pielęgniarka. Czasem trzeba też zadzwonić po pomoc i przekazać informacje osobie, która również nie posiada kopii formularza. Zawyżona ocena może więc oznaczać źle dobrane zlecenie, zaniżona zaś źle wykorzystaną opiekunkę. Jedna i druga powstaje jednak tą samą drogą i nosi równie schludne oznaczenie.
Dalszy przebieg wydarzeń jest zazwyczaj już bardziej złożony. Rodzina zgłasza problem, opiekunka wyjaśnia, firma szuka zmienniczki, senior otrzymuje kolejną osobę, organizuje się przejazd, telefony i rozmowy. Na końcu można stwierdzić, że opiekunka sobie nie poradziła. Jest to rozwiązanie wygodne, ponieważ pozwala przyczyny problemu szukać w miejscu, w którym problem stał się widoczny, zamiast w miejscu, w którym został wyprodukowany.
Pozostaje więc pytanie, jakie kompetencje powinna posiadać osoba mająca określić cudzy poziom języka. Odpowiedź nie wydaje się szczególnie skomplikowana: wystarczające, aby poziom ten rozpoznać. Jeżeli zaś od wyniku zależą stawka, rodzaj zlecenia i bezpieczeństwo seniora, dobrze byłoby wiedzieć nie tylko, jak mówi po niemiecku opiekunka, lecz także kto jej słucha.
Pierwsze pytanie branża zadaje regularnie.
Drugie mogłoby nieco wydłużyć procedurę.
Ale przynajmniej wiadomo byłoby, co właściwie zostało zmierzone.








Przeczytaj też...

Może Ci się przydać !






















Biedronka
Biedronka
Tekst satyryczny. Carl Gustav Jung nie pozostawił po sobie żadnej teorii ziemniaka. Prawdopodobnie dlatego, że nie pracował na szteli.
W klasycznej psychologii analitycznej archetypy ujawniają się w mitach, snach, symbolach i zbiorowej nieświadomości.
W opiece całodobowej ujawniają się po otwarciu lodówki.
I właśnie tam, między połową masła, trzema ziemniakami i samotnym kefirem, rozpoczyna się prawdziwa podróż w głąb ludzkiej psychiki.
Ziemniak bowiem nie jest zwykłą bulwą.
Ziemniak jest komunikatem.
Ziemniak mówi.
Czasami nawet krzyczy.
Problem w tym, że nie każdy potrafi go usłyszeć.
I. Ziemniak jako symbol
Na poziomie powierzchownym ziemniak jest produktem spożywczym.
Na poziomie głębszym symbolizuje bezpieczeństwo, ciągłość i zdolność przewidywania przyszłości.
Jedna bulwa oznacza nadzieję.
Dwie oznaczają przezorność.
Trzy mogą już stanowić próbę nawiązania relacji.
Cały kilogram ziemniaków jest natomiast wyrazem dojrzałości społecznej i odpowiedzialności za Następczynię.
Nie należy więc pytać:
„Ile zostało ziemniaków?”
Należy zapytać:
„Co osoba odchodząca chciała przez te ziemniaki powiedzieć?”
I tu zaczyna się psychologia.
II. Brak ziemniaka
Brak ziemniaka nigdy nie jest po prostu brakiem ziemniaka.
Takie myślenie jest charakterystyczne dla osób znajdujących się jeszcze na bardzo wczesnym etapie rozwoju świadomości opiekuńczej.
Pusta szuflada na warzywa może oznaczać:
deficyt empatii,
naruszenie kontraktu społecznego,
brak orientacji na dobrostan Następczyni,
niezdolność do budowania więzi,
egocentryzm żywieniowy,
a w skrajnych przypadkach całkowity rozpad ładu ziemniaczanego.
Osoba niedojrzała powie:
„Nie ma ziemniaków. Trzeba kupić.”
Osoba świadoma zapyta:
„Dlaczego nie ma ziemniaków i co ten brak uruchamia we mnie?”
Osoba internetowa napisze o tym 7800 znaków.
III. Cień Bulwy
Jung pisał o Cieniu.
Psychologia opiekuńcza wnosi do tej koncepcji istotne uzupełnienie:
Cień Bulwy.
Cień Bulwy to wszystko, czego nie chcemy widzieć w sobie, lecz bardzo łatwo dostrzegamy w cudzej lodówce.
Może objawiać się szczególnie intensywnie w chwili zmiany.
Przykład:
Opiekunka przyjeżdża po kilkunastu godzinach podróży.
Otwiera lodówkę.
Widok jest skromny.
W tym momencie rozpoczyna się konfrontacja z Cieniem.
Nie chodzi już o to, że trzeba pójść do Aldi.
Chodzi o pytania fundamentalne:
Kim jestem?
Kim była ona?
Dlaczego zostały trzy ziemniaki?
Czy trzeci ziemniak został pozostawiony z troski, czy przypadkiem?
Czy dwa pierwsze zostały zjedzone świadomie?
Czy mamy do czynienia z procesem konsumpcji, czy z przemocą symboliczną?
Nie należy pochopnie odpowiadać.
To proces.
IV. Trzy typy osobowości ziemniaczanej
W najnowszej psychologii komentarzowej wyróżnia się trzy podstawowe typy osobowości:
Dawca
Dawca kupuje ziemniaki.
Dużo ziemniaków.
Myśli o przyszłości.
Myśli o sobie.
Myśli o podopiecznym.
Myśli o zmienniczce.
Prawdopodobnie myśli również o osobie, która przyjedzie po zmienniczce.
Dawca opuszcza sztelę z poczuciem moralnego spełnienia i pełną piwnicą.
Ryzyko:
następna osoba może nie lubić ziemniaków.
Biorca
Biorca przyjeżdża.
Otwiera lodówkę.
Je.
Nie pyta o metafizyczne konsekwencje konsumpcji.
Je dalej.
Pod koniec zlecenia odkrywa, że zapasy uległy zmniejszeniu.
Może wtedy kupić nowe.
Może też nie kupić.
W drugim przypadku rozpoczyna się proces klasyfikacji psychologicznej.
Od tego momentu nie jest już człowiekiem, który nie zrobił zakupów.
Jest Biorcą.
Nazwa brzmi wystarczająco poważnie, żeby dalsze badania nie były potrzebne.
Wyrównywacz
Najbardziej rozwinięta forma życia opiekuńczego.
Wyrównywacz kieruje się zasadą:
„Zastałam pięć ziemniaków, zostawię pięć ziemniaków.”
Jeżeli zje dwa, dokupi dwa.
Jeżeli ziemniak spleśnieje, pojawia się problem natury rachunkowej.
Czy ziemniak spleśniały liczy się jako ziemniak?
Czy należy pozostawić nowy?
Czy spleśnienie było wynikiem zaniedbania poprzedniczki?
Czy odpowiedzialność przechodzi na następną zmianę?
Tu psychologia spotyka się już z księgowością.
V. Kompleks Pustej Spiżarni
Kompleks Pustej Spiżarni powstaje wtedy, gdy człowiek doświadcza silnego napięcia na widok pustych półek.
Objawy mogą obejmować:
otwieranie kolejnych szafek w nadziei, że w którejś jednak coś jest,
fotografowanie zawartości lodówki,
liczenie rolek papieru,
szukanie ziemniaków,
ponowne liczenie ziemniaków,
wysyłanie zdjęć rodzinie,
wysyłanie zdjęć firmie,
a w fazie zaawansowanej publikację trzyczęściowej analizy wydarzenia.
Szczególną uwagę należy zwrócić na etap, w którym osoba deklaruje:
„Nie chcę robić dramy.”
Jest to często moment bezpośrednio poprzedzający dramę.
VI. Archetyp Papieru Kuchennego
Przez wiele lat psychologia ignorowała papier kuchenny.
Był to błąd.
Papier kuchenny jest jednym z najważniejszych wskaźników relacji między zmienniczkami.
Pełna rolka oznacza stabilność.
Pół rolki oznacza niepewność.
Dwa listki oznaczają komunikat.
Trzy listki mogą być próbą manipulacji.
Pięć listków rozłożonych pomiędzy dwie rolki stanowi już strukturę wymagającą interpretacji.
Technicznie papier istnieje.
Psychologicznie sytuacja jest bardziej złożona.
VII. Mol jako Posłaniec Nieświadomości
Mol spożywczy pojawiający się w kuchni nie powinien być traktowany jedynie jako szkodnik.
To zbyt proste.
W ujęciu symbolicznym mol stanowi Posłańca.
Przemieszcza się między tym, co było, a tym, co zostało.
Żywi się zapasami.
Podważa sens gromadzenia.
Przypomina człowiekowi o przemijaniu.
Można powiedzieć:
MEMENTO MOLI
Pamiętaj, że każda mąka kiedyś się kończy.
VIII. Indywiduacja poprzez Hausgeld
Najwyższym etapem rozwoju opiekunki jest indywiduacja.
Nie osiąga się jej jednak przez medytację.
Osiąga się ją przez Hausgeld.
Człowiek dostaje określoną sumę pieniędzy.
Musi kupić jedzenie.
Chemię.
Papier.
Coś dla podopiecznego.
Coś dla siebie.
Czasami coś zostawić dla następnej osoby.
W tym procesie jednostka odkrywa swoje prawdziwe Ja.
Jedni kupują łososia.
Drudzy parówki.
Trzeci jogurt bio.
Czwarty patrzy na 100 euro i zaczyna doświadczać konfliktu między Superego a promocją na kawę.
Hausgeld jest więc nie tylko budżetem.
Jest zwierciadłem duszy.
IX. Jaźń Zintegrowana
Ostatecznym celem rozwoju jest osiągnięcie Jaźni Zintegrowanej.
Poznajemy ją po tym, że człowiek potrafi otworzyć pustą lodówkę i pomyśleć:
„Trzeba zrobić zakupy.”
Bez diagnozowania poprzedniczki.
Bez badania jej dzieciństwa.
Bez określania poziomu empatii.
Bez tworzenia modelu osobowości.
Bez rozpisywania jej na Biorcę, Dawcę, Wyrównywacza i Potencjalnego Narcyza Spożywczego.
To jednak bardzo wysoki poziom rozwoju.
Osiągają go nieliczni.
Podsumowanie
Archetyp Ziemniaka pokazuje nam, że w opiece całodobowej żadna bulwa nie jest niewinna.
Może być pokarmem.
Może być symbolem.
Może być dowodem.
Może uruchomić konflikt.
Może podzielić internet.
Może nawet stać się punktem wyjścia do diagnozy osobowości człowieka, którego nigdy w życiu nie widzieliśmy.
Dlatego następnym razem, kiedy przed wyjazdem zostawisz w kuchni trzy ziemniaki, zastanów się dobrze.
Ktoś po tobie przyjedzie.
Otworzy szafkę.
Policzy.
I być może właśnie w tej chwili zdecyduje, kim jesteś.
Dawcą?
Biorcą?
Wyrównywaczem?
Czy tylko człowiekiem, który zapomniał kupić ziemniaki?
Carl Gustav Jung nie udzielił na to pytanie odpowiedzi.
Internet udzieli.
Biedronka
Biedronka
Biedronka

Przez Biedronka, w Pod powierzchnią ,

Biedronka

Przez Biedronka, w Pod powierzchnią ,

Treści i formaty autorskie. Inspiruj się uczciwie: podaj źródło.

Jeżeli jednak zamierzasz spartolić treść z tej strony, milcz i nie zostawiaj śladów, bo my się do Ciebie na pewno nie przyznamy. 😇🖕

Polacynasaksach 2025 Facebook Treści i formaty autorskie. Inspiruj się uczciwie: podaj źródło.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.